RSS
wtorek, 01 września 2009
odrobina historii odsłona wciąż pierwsza, podpunkt A

swoje pierwsze prace, czyli pierwsze sztuki 2 popełniałam zgodnie z literą, na wzorach sklepowych, inna rzecz, że całkiem przypadkowych.

Znajoma razu pewnego, wiedziona pewnie litością, zawiozła osobę mą - dość pomyłkowo zresztą (zawiozła, nie osobę) - do raju robótkowego.  W życiu oczy me nie widziały tyle dobra na półkach co wówczas. Podróż była zakręcona (trudne do spamiętania drogi, dróżki i podjazdy, o kierunkach nie wspominam), sama wizyta rekordowo krótka. Ale... przebiegle popatrzyłam na mapę, zapakowałam dziecię w wozidło i poszłyśmy. Niebiosa czuwały nad mą głupotą. Wybrałyśmy się rano. Było to lato, sierpień bodaj, temperaturka od świtu nie spadała poniżej 30 st. C. W okolicy odrobiny cienia i my, dwie bidule zbłąkane i sterane, wlokłyśmy się do celu grubo ponad godzinę! Jak dobrze, że był wózek. Miała się matka na czym podpierać, by człapać noga za nogą, kląć w żywy kamień i przekonywać dziecko nieletnie, że to szczęście być wiezioną i mieć daszek nad głową. Dziecię zaś nie było już w stanie wysiedzieć. Co odrobina trawki, to my myc, niczym zajączki spragnione, na bosaka i poskakać. Podróż autkiem trwa 10 min. Kto to jednak wiedział...

W końcu doszłyśmy. W środku miły chłodek i rozpasane półki pełne różności. Cztery pasmanterie, sklepy papiernicze i artykuły dla plastyków w jednej maleńkiej pigułce.

Moje zainteresowanie ograniczyło się do włóczek i szybko zdechło (koszmar cenowy) oraz... działu hafciarskiego. Chyba lekko zbzikowałam. Nie wiedziałam co jest potrzebne, co nie. Za przewodnika posłużył czuj. Za skarby świata nie mogłam się zdecydować na mulinki. To wzięłam cały zestaw, cały to jak się okazało numerki od 150 do 169 plus kilka innych, razem 27 motków. Niezły dorobek jak na początek.


w środku zaś... dwa wzory i chyba kawałek kanwy. Jeden zrobiony (kwadracik z motylkiem), drugi to różowaty dzbanek, schemat tak poblakły, wyniszczony i lilipuci, że do dalszej edycji nada się tylko na własne duże ryzyko.

Niedawno, po latach kupiłam kolejne dwa:


niech czekają na lepszy czas...

poniedziałek, 31 sierpnia 2009
odrobina historii

Zaczęło się u mnie niemrawo. Chwilkę temu zaledwie. Krzyżyki miały być formą terapii wyciszającej. Nagle znalazlam się w innym, nowym i dość nieprzyjaznym środowisku. Na domiar złego zajęcia dnia powszedniego okazały sie być wyjątkowo monotonne i silnie powtarzalne. Urozmaiceniem słodkim była dorastająca córa, ale zostawały jeszcze wieczory proszące sie o wypełnienie.  To je wypełniałam czym i bądź. Przede wszystkim nastąpiło zachłyśniecie cudami rąk jeszcze nie własnych. Papierowe kwiaty, modeliny - świetna zabawa z dzieckiem. I nagle... spłynęły xxx. Ależ to było odkrycie! Istny cud natury. I pierwszy mój cud:

czyż nie jest poradny? Robiłam go dobrze ponad 2 miesiące. Do tej pory jestem sentymentalnie dumna. Będzie jeszcze detal i koniecznie plecki. Poplątane iście artystycznie:

Co zaś najważniejsze, kierunek krzyżyków był luźnie dowolny. Jeden w prawo, drugi w lewo. Przy drugim  popełnionym obrazku zaczęło mnie to męczyć. Widać intuicja podpowidała, że coś jest nie tak, nie wiedziała tylko jak...

I drugie dzieło ręc mych. Robione ponad miesiąc tzw. cugiem, z kilkuletnią przerwą na dokończenie:

Jednemu biedakowi to się nawet szatka z lekka przydymiła... Czas swoje robi...

niedziela, 30 sierpnia 2009
i stało się...


natchniona siłami nie do końca czystymi tudzież namowami usilnymi przyjaciółki wirtualnej, sercu memu bliskiej a twórczo zakręconej, wzięłam byłam i zgrzeszyłam, czyli zakładam blog.

Niech się dzieje wola niebios! Co będzie to będzie. A co będzie, to się w praniu okaże. Sama nie wiem i ciekawa jestem bardzo.

Do tej pory popatrywałam, podczytywałam, niejednokrotnie piałam z zachwytu, podziwiałam i czciłam czołobitnie za talent i pomysły. W stany podniebne wprowadzała mnie po wielokroć mądrość i humor kobietek piszących, ciepło i miłość do świata, zaradność i szalona kreatywność - za co niski pokłon składam!

Jako przekorna przeciwniczka mód wszelkich łamię się teraz i ja. Głównie w celach chwalipuśnych, niestety; a to pracką nieporadną, a to widoczkiem zza okna, czasem dziecięciami, może i mężowzięciem, nie wykluczam i utyskiwania...

Zatem, koty za płoty i do następnego napisania.

Licząc nieśmiało na wyrozumiałość, zapraszam do wędrówek po moim myszulim światku...

1 ... 31 , 32 , 33 , 34
 
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl