RSS
wtorek, 15 marca 2011
Sapkowskiego błądzenie po fantazy...

Na okoliczność tego, że pan Sapkowski Andrzej okrzyknięty jest królem polskiej fantastyki, czy może coś podobnego, w każdym razie jakiś szalenie doskonały w jakiejś fantastyce, nie sięgałam po jego książki. O uszy obijało się nazwisko, wiadomości o filmie. Świadomie omijałam. Fantastka do mnie nie przemawia. Może nie trafiłam na dobrą książkę z tego gatunku, a może opowiastki o potworach i ich zabójczych działaniach to nie jest koniecznie to, co tygrysy lubią najbardziej. Aż nastał dzień jeden wiosenny. Od dawna niemoc trzyma w lędzwiach, pogoda raczej marazmom służy niż działaniom. CUś się dzieje na bakier ze wszystkim. Do bibliotecznego przybytku wstąpiwszy, zobaczyła książkę, tyle razy wzgardliwie pomijaną. Popatrzyła, podumała i wzięła. Dlaczego bowiem nie? wszak cza znać potwora, którego się odrzuca. I co? I bawię się doskonale. Czasem pozaśmiewam. Między jednym zaśmianiem, a drugim zastanawiam jednak uparcie, gdzie ta fantastyka z górnej półki. Gdzie ten styl znakomity. Gdzie mądrości, wrażliwości, rewelacje świata? Nie widzę. Owszem książka napisana jest językiem prostym, do bólu nie zawiłym. Zdania możliwie jak najkrótsze. Troszkę wulgaryzmów, dodających smaczkA i pięknie wkomponowanych, a może ja mam taki wypaczony gust. Wyczuwa się, że autor książki to mężczyzna. Jest męska solidarność i powielany już stereotyp kobiety, co to albo głupia i uległa - wtedy nieatrakcyjna, dziobata i pączkowata. Bądź też nieziemsko zgrabna i powabna, wtedy oczywiście niezależna, pożądana, za to pyskata i na dłuższą metę męcząca. No to całkiem jak u Łysiaka, z tą tylko różnicą, że Sapkowski kobiety chyba bardziej lubi i gustuje w brunetkach.  Wiedźmin to zdecydowanie pozytywna postać, nawet jeśli odczłowieczona. No wszak, ktoś czarną robotę musi robić, a Geralt ma w sobie dużo spokoju i celne riposty. Przedstawiane postaci to cudność pokraki, ale żeby zaraz o wyższej fantastyce mówić, to niekoniecznie. Troszkę żartu, nieco kpiny, zabawa słowem (nazewnictwo), delikatna farsa, element pastiszu. Poza tym żaden fenomen. Styl pisarski na poziomie dobrze prowadzonego gimnazjalisty plus doświadczenia życiowe człowieka starszego ciut od licealisty. Całość do przełknięcia, jeśli przyjąć, że ma to być literatura rozrywkowa, z naciskiem na rozbawienie.  Czytam i zastanawiam się, jak z tego film poważny zrobić. Nie da się. Kreskówki owszem, ale nic więcej.  Doczytałam, że ja w opowiadaniach jestem, "Miecz przeznaczenia" (poprawione z przymierza po uczynionej słusznie uwadze!), a film z sagi rozciągniętej. Te opowiadania rozrywkowe są. Do fenomenu nie tylko fantastyki im daleko. Ale może ja się nie znam. A piszę, i to z ilu-letnim opóźnieniem czasowym, gdyż w zadziwieniu jestem...

Pozdrawiam słonecznie upust emocjom dając w ten wiosenny, krokusem rozrośnięty czas.

ps. Na okolicznych do naszej wsiach czas letni już mamy...

środa, 09 marca 2011
nie ma co chować głowy w piach...

się powiedziało A, czas rzec B i do Z jakoś dobrnąć. Najlepiej z godnością i honorem. W zadziwiająco mętny sposób ostatnio coś piszę. Może to wiosna i piękno krokusów za oknem, może przemęczenia. Starszy wszak człowiek jestm, to  i prawa swoje mam. Do reakcji smENtnych na wiosny przybycie też. A może kto to wie i co. W każdym razie wczoraj chwalipięctwo było, pt. "co to ja dostałam", poza nową znajomością blogową. Dziś o tym co otrzymano ode mnie. To był ten tajemniczy zad w lufciku, co to i pofarbowało, i biel rozmyło. O:

DSCF8379

z czerwonymi przebarwieniami. Zapaćkany tył. Jakie szczęście, ża tak silnie to zadek właśnie. Od frontu, zakrywając szkaradę, przyszło powiększyć głogu jagody:

DSCF8553

DSCF8548

O tym co z bielą wymyśliłam, staram się zapomnieć. Owszem z daleka widać, nawet doskonale. Z bliska... Mieszanka technik nastąpiła. Najefektowniej prezentuje się z przymknięciem oka...

DSCF8574

Nieszczęście trafić na mnie miała Iwonka z blogu Creations Iwony. U Niej zobaczyć można dodatki do obrazka, a przede wszystkim przepiękne prace, jakie sama przygotowała w wymiance, acz oczywiście nie tylko w wymiance. To szalenie kreatywna osoba.

wtorek, 08 marca 2011
zimowa wymianka u Moteczka

8 marca. Cóż za piękny dzień ongiś. Żadne teorie nie podważą faktu, że my kobiety lubimy dostawać kwiaty. Paradoksalnie goździki też. Te dostawała moja Mama. Ja już wymyślne tulipany, czasem gerberę jeszcze też. No, w każdym razie załapałam się. Teraz to dzika egzotyka. Najpierw pachnące cudo, potem do garów. Nie narzekam. Jakoś źle bym się czuła w roli księżniczki udzielnej. By marudzić nie potrzeba święta. Acz dziś święto jest (po wielokroć!). A to dzięki  i Moteczkowi, która kolejny raz zorganizowała wymiankę okołobabską. Tym razem zimową. Dzielna to kobieta i szalenie zorganizowana, zaradna, co zaś najważniejsze - o ogromnym sercu i gigantycznej wyrozumiałości. Maryś - wazelinuję się i dziękuję! Nie pokażę co sama przygotowalam, wstyd to i sromota okrutne, na domiar chyba szczęścia mojego (egzekucja odroczona), a na ciągłą ciekawość pechowej w losowaniu partnerki mojej, przesyłka jeszcze nie dotarła. Któraś poczta nie dała rady wywiązać się. Ja tę Cud Dziewczynę już teraz przepraszam za to, co oczamy swemy zobaczy. Zdecydowanie nie dopisało Jej szczęście. Szalenie mi przykro i niefajnie. Tym bardziej, że sama dostałam słodką paczusię. Co też wlicza się do programu świątecznego. Od Asi dostałam pięknoty:

DSCF8609

Są to: kawki, herbatki, notesik nakrapiany, szalenie zabawny, kalendarzo-zakładka do książek. Młodszy zagiął na nią parol, twierdząc: "jakie pienkne one są te latalnie...!?" No, piękne są, niewymownie i z takim ogromniastym uśmiechem. I dostałam też chustecznik (niebotyczne dla mnie zaskonieczie, Asia wie dlaczego):

DSCF8605

Czyż nie jest śliczny? Jest. Najpiękniejsze jednak są mitenki:

DSCF8613

w niemożliwie cudnym kolorze. Na zdjęciach on koralowy, w rzeczywistości rudy, taki najbardziej ukochany, wyśniony...

DSCF8614

Mają nie tylko rewelacyjny kolor, są pięknie zrobione. Dokładnie i precyzyjnie. Oczka równe maszynowym. Dla mnie mistrzostwo świata, a do drutów lewa nie jestem. Swoimi czasy dziergałam na potęgę. Jednak tak równych oczek nigdy nie udało się zrobić...

DSCF8601

I na koniec coś co mnie rozbawiło do łez, acz pojawiająca się w tle co i rusz herbatka na uspokojenie wybitnie w ostatnim czasie jest mi potrzebna, znaczy to, że rozśmieszyć trudno, już nawet po Chmielewską miałam sięgać...:

DSCF8623

Asiu, dziękuję z całego serca!

piątek, 04 marca 2011
bałwana cd.

Wymyśliłam sobie, że bałwanisko musi być puchate i mięciusie:

DSCF8516

DSCF8522

dlatego backstitche robiłam dopiero po podpięciu od spodu ociepliny.

DSCF8515

No, nie jest to dzieło. Ponieważ jednak na wystawy nie miało iść, pozwoliłam sobie na pewną frywolność. Nitki wycięte. Siadły bateriew aparacie. POrządnej foty brak, musi zostać co jest. Ważne, że przód wypucony i przez to bardziej ludzki. Fachowo tak się pewnie nie robi. Amator radzi sobie jak potrafi. Maszyną bym nie przejechała. Nawet przy ręcznej próbie, gdyby była już zakrywka, wyglądałoby fatalnie. A tak, fatalność ukryta, o czym razem następnym. Szalenie intryguje mnie natomiast już dziś i od dawna, na granicy rozumienia wręcz, jak maszynowo robi się pikowania. Choć na średniej podusi. Takie esy-floresy? Dowolność maszyny? Przypadek? Ale przecież nie powtarzalny. To jak? Rysuje się wzór? Niech się w końcu dowiem. Linie proste i skosy można taśmą naklejać, znaczy ona tor szycia wyznacza, a te wszystkie koła, kwiecia wszelkie, gwiazdy i inny wygibasy?!

środa, 02 marca 2011
na przekór pragnieniom...

Pragnieniem wiosna jest, tak mniemać można słuchając i czytając gdzie i bądź. U mnie ta wiosna nawet już chyba jest. Kwiecie się sypnęło. Uprzednio śnieg stopniał. Błocka coraz mniej. Świat szary i ponury niestety, acz kiedy zaświeci słoneczko, a to nie daje się prosić - miło jest. Niebo nabiera barw, zapachy się pojawiają i wspomniane już kwiecie. Co prawda dla mnie to zjawisko nadzwyczajne. Nie fakt pokazania się jako takiech, co fakt pokazania się tych niby moich. Latem, może nawet bardzo wczesnym, wykopałam cebulki wszelkie wiosenne. Zapomniałam wkopać. Przeleżały całą zimę w betlejemce, tuż przy oknie, a to okno to ktoś zapomniał zamknąć i obawiam się, że bidule szlag trafił w silnie mroźne noce. W każdym razie pogodziłam się z brakiem ozdób kwietnych na rabacie przeddomowej, a jednak.... się wyklęgły mimo wszystko. Może i kolejny cud nastąpi i zmarzlaki też odżyją? Wsadzić wczesną jesienią czy podziękować? Ładne one były dorodne, wymieszane porządnie w sobie i w ilości niemożliwie wielgachnej. To niestety tylko dowód na to jaki ze mnie ogrodnik. No jak z koziego zadka trąba i tyle w temacie. Choć poradą mądrą nie pogardzę. Do tematu jednak wracając. Otóż wiosna wyczekiwana jest, gdyż to i przyjemna pora jest. Rozśpiewana, rozzieleniała. I tylko ja na przekór tym oczekiwanym pragnieniom wiosny jeszcze nie chcę. Jakoś nie jestem gotowa. Gotowa natomiast jest praca, co to miała być wielką tajemnicą i do pokazania w odpowiednim czasie. Po drodze zmieniłam decyzję. Któż ich bowiem nie zmienia - to raz, a dwa - jak Małż osobisty powiada - nie można być niewolnikiem swoich postanowień. No to ja się postanowiłam z postanowień wyswobodzić. Nie jest już ważne, że okoliczności wszelkie różne z deka w tym odpostanowieniu też udział swój miały. Miała być tajemnica już nie jest. Już można pokazać. Takie wiośnie na przekór:

DSCF8514

Na najpierwszy początek powstał obrazek. Na załączonym focie ma już obwódki, prawie. Acz długo leżał i czekał na zmiłowanie bez nich. Co zaś będzie z nimi, pokażę jutro. I tak aż do zmęczenia i ostatniego finalnego pokazania się odbędzie.

Słonecznie pozdrawiam wszystkie odwiedzające i komentujące osoby. W końcu to wszystko dla Was i dzięki Wam.

piątek, 25 lutego 2011
puściła się...

...pierwszy raz w karierze hafciarskiej mulina puściła kolor. Na szalenie ważnej pracy. Na dziele największym mym tygodni ostatnich. Się wzięła i puściła. Czerwienią szkaradną. DMC. Numer zastrzeżony 498. Nie żadna podrabiana. Osobiście w sklepie kupowana, firmowym sklepie, świeżo, ze trzy tygodnie w tył. Rzucając na deskę do prasowania (kanwa mechanicznie przez pakowacza jeszcze pomięta, w kanciki) pomyślałam, acz raczej było to jedynie mgnienie nie myśl rozłożysta - ciekawe czy nie zafarbuje. Przekonanie o tym, że DMC nie farbuje ugruntowało się skałą granitową. Zatem prasuję spokojnie, parą dzieło raczę. Odstawiam, spozieram i niestety przecieram oczy. Za oknem buro i prawie szaro. Deszcz od rana pada. Śniegi roztapia. Przy takich warunkach w obecnych warunkach wzrokowych niemal nic nie widzę. To i pomyślałam, że to taki miraż od wpatrywania w czerwienie się zrobił. Ale nie. Co prawda w dalszym ciągu nie mam pewności wielgie to czy mniej, ale na pewno JEST! Od zadniej strony całość jakaś taka w czerwonawym, raczej buraczkowym maźnięciu. I też nie widzę całość czy li tylko mroczki kolor zmieniły. Chyba jednak całość. We wstrząsie jestem. Nigdy do tej pory.Owszem, zawsze musi być ten pierwszy raz. Niemniej... chyba tracę zaufanie. Wszak prace musowo należy parą potraktować. Pięknie się wówczas haft uwypukla. Zaprzestać? Niemożliwe! Chwała niebiosom, że się melanżyk z zielenią nie zrobił, zgniłą. Od fronta. Cholibka... Poradzę sobie. Dorobię jedno cycko i plamę zanitkuję, jednak wstrząs pozostaje... (a nie miałam o czym pisać..., to temat się znalazł...)

puściła się...

komentarz zostawiony, notka poszła do kosza. Ona zdublowana była. O wolne miejsce należy dbać i powtórki jednak nie uatrakcyjniają....

poniedziałek, 21 lutego 2011
Z pewną dozą nieśmiałości...

... rozpoczynam dzisiejszy dzień. Córa w domu. Zaanektowała ulubiony mebel i i wtopiła się w książki treść. W ramach nie mam co ze sobą zrobić przed zastartowaniem, błąkam się i przed komputer zasiadam. Za oknem po tygodniowej wiośnie znów biało. I słusznie. Oko do spokojnej bieli  przyzwyczajone.  Kiedy po tygodniu ciepła zeszła niemal w całości styczniowa zmarzlina i wreszcie można było zobaczyć, co zza zakrętu wyjeżdza (takie zaspy były), okazało się, że świat wyłonięty brzydki jest, chwilami nawet wstrętny. Teraz znów jest ładnie, spokojnie. Bajkowo. I w tym bajaniu przyszedł czas na szycie. Wystawiłam maszynę. Materiały przygotowane. Czas na poważne prace. W planach makatka. Nie lada to wyzwanie. Szyłam kiecki, spodnie, jakieś marynary, ale makatki, jako żywo nigdy nie.
Przy okazji okazało się, że moja maszyna chwilowo zdechła. Nie ma w sobie będenka. Był i nie ma. Widać musiał wywędrować. Nie wykluczam, że przy pomocy pańci swej. Posiadana maszyna pożyczona jest. Za chwilę ją wypróbuję. Oj, będzie się działo...

DSCF8528

Działo się będzie głównie dlatego, że dopiero zapoznaję się z ustrojstwem. Całe swoje życie pracowałam na starym Łuczniku. Porządna, solidna maszyna. W kolorach pomarańczowo-szarym. Moja ukochana. Bodaj numer modelu 487. W brązowym pudle. Została u Rodziców. Sama nabyłam coś plastikowego. Obcego. Dziwnego. Od pierwszego razu nie przypadłyśmy sobie do gustu. Zobaczymy dziś. Wszak nie jesteśmy sobie przypisane. Łączy nas ledwie chwilowy popis krawiecki. Materiały to też cały zachód. Na moich wsiach nie ma sklepów tekstylnych. Niby coś jest, ale albo obiciówki, albo tiule nastebrzane. By nabyć najpospolitszą bawełnę muszę jechać jak nie przymierzając z Krakowa do Warszawy i nigdy nie ma pewności czy zakupu dokonam. Tym razem udało się. Miała być zmazana zieleń i pasująca czerwień, też zmazana. Wybór duży, ale nie w upragnionych kolorach. Jest co jest, na zbliżeniu:

DSCF8530

Przy okazji mam prośbę. Poszukuję łopatologicznej instrukcji na zrobienie rogów jak w obrazkowej ramce. Czyli rogi łączone na skos. Lubię sobie utrudniać życie, ot, taka fanaberia...

Pozdrawiam gorąco!

sobota, 19 lutego 2011
Kartka dla Pani młodszej

dla odmiany, ta jest wybitnie ascetyczna:

DSCF8502

DSCF8492

DSCF8493

DSCF8498

DSCF8490

Obie kartki poszły kilka dni temu w świat. Mam nadzieję, że będą miłym dla oka dodatkiem do życzeń. Jak zwykle koncentruję sie na niedociągnięciach i choć wciąż się uczę, to nie lubię partactwa. W całożyciowym mym rozgardiaszu uchowało się kilka stref (malusich) walczących o miano króla perfekcji. Od miesięcy walczę z panna córką, by prace oddawane do szkoły były czyste, z niepogiętymi rogami i pięknie wykaligrafowane. Zaś kartka pisana do pani musi być idealna. Nożyczki i równe złożenie, to nie jest gigantyczny problem. Tego czepaić się będę zawsze. To i przyczepiłam się do cwietuszka. Pierwszy on w prywatnej karierze rękodzielnej. Niby jest ok, ale... nie unosi się a płaszczy, widać ślady nadpaleń. Materia sztuczna aż miło kontaktowała się z płomieniem świecy. Czy to ma jakiś wpływ? Popracuję jeszcze z gazem, może się nie nadpalę...

Dziękuję za odwiedziny, komentarze pozostawione, to taki miły namacalny ślad bytności w myszulowych progach.

Życzę spokojnej i słonecznej niedzieli oraz szalonego, roześmianego tygodnia.

piątek, 18 lutego 2011
Kartka dla starszej Pani

Z przykrością stwierdzam, że nie potrafię zachować umiaru. Wielbiąc prostotę i przestrzeń w swoich poczynaniach, o ironio, wciąż naddaję i nadwybrzuszam. Taka jest i obecna praca. Kartka w założeniach sentymentalna, delikatna, w rzeczywistości przedobrzona. Pociechą może być tylko fakt, że w żadnym kiosku takiej się nie dostanie:

DSCF8486

DSCF8483

DSCF8482

DSCF8477

DSCF8476

DSCF8455

Kartka w środku wyklejona papierem czerpanym, różowym delikatnie, z trawami i płatkami róż wplecionymi.

Pozdrawiam gorąco, pięknie dziękuję za odwiedziny i pozostawione komentarze.

1 , 2 , 3 , 4 , 5 ... 34
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl