RSS
niedziela, 31 października 2010
i problema jest nieziemska...

konieczna rada i podpowiedź. Rozpoczęłam pracę tajemną. I .upa. Coś jest nie tak. Płótno '28, czyli tak jak klasyczna kanwa '14. Zatem w dwie nitki to należy podejść. Wedle litery prawa i wiedzy nabytej. To wyglada to to tak:

DSCF7103

Zdjęcie na zbliżeniu. Wielkość płótna przekłamana. Maleńkie jest. Drobiazg niewidoczny. Jakieś monstrum powstaje. Igła wbijana w co drugie oczko. Robione tą techniką w jedną nitkę - wychudzone i niemrawe. W nitki dwie - niestrawne. Poradzcie proszę Kobietki wprawione - jak robić. Obrazek miał być delikatny, subtelny, acz nie miniaturowy. Pruć kolejny raz?  Wieczorami i nocą próbowałam. Masakra. I przy pełnym słońcu niewiele widać. Upieram się przy większym rozmiarze, tylko jak się za to zabrać, by świeciło swym blaskiem?

Pozdrawiam gorąco i słonecznie.

czwartek, 28 października 2010
kolejna nowa

DSCF7015

Tyle rozpoczętych, a tu kolejna nowa na warsztacie. Cóż. Niejako mus to jest. Zapragnęło się, a to w jednej wymiance zmierzyć, a to współna praca Sal-owa, a to niespodziankowy prezent dla bliskiej osoby. Obrazeczek maleńki, acz milusi. Nitek od groma. W tym trzy metalizowane, dwie satynowe, może koraliki... Robione na płótnie. Sama jestem ciekawa pracy - pierwsze to takie podejście. Mozolę się nad rozrysowaniem kratki pomocniczej (oszczędna w używalności materiałowej bywam, skąpiradło....). Obrazek mały, a materii dużo. Jak do tego podejść, by się ładnie rozmieściło i konieczne nadprogi były? Zaczynam liczyć i oczka mylić. Strrasznie to jakoś miga, przeskakuje. Do dyspozycji tylko czas wieczorny jest. Przyznam, nic nie widzę. Troszkę ze zmęczenia, troszkę szarości, ale i maleńkości tworzywa. Nic to, zobaczymy. Przyszły tydzień będzie luźniejszy, powinno się wykluć...

Pozdrawiam gorąco

niedziela, 24 października 2010
na tarczy

wróciły nasze dziewczyny z wczorajszego meczu. Gardła zdarte. Mamy inne patrzą na mnie jak na wariatkę. Co jednak poradzę, że nie usiedzę? Nie potrafię zająć się gadulstwem, memesowaniem, czy dłubaniem w zębach, gdy na boisku tyle emocji. Jestem matka aktywna, reagująca, kibicująca i bardzo, bardzo dumna! W pierwszej połowie rodzime białe Sikory uległy i tchu złapać nie mogły. Druga połowa była nasza. A co napawa mnie potrójnym zachwytem - to była połowa prywatnego mojego dziecka! Kachna broniła, przejmowała piłkę, była motorem akcji! Kochane moje koźlątko.

DSCF6977

DSCF6983

DSCF6984

DSCF6985

DSCF6990

Pogoda nadzwyczajna. Słońce i szaleństwo. Dziewczyny w uśmiechach. Nie dawały się, choć taktycznie troszkę z innej bajki. Tym bardziej cieszy Ich zapał, zaangażowanie i chęć gry. Padały bez siły jak nasza narodowa reprezentacja. Ale biegały i walczyły. Piękny środek sezonu. Gramy do końca listopada...

sobota, 23 października 2010
o misiu i jego bardzo małym rozumku...

...znaczy o mnie... Strasznie prywatnie porobiło się na tym robótkowym blogu. Pamiętnik jakiś, sesja sprawozdawcza, czy inne tam.... A miało być tak ładnie, prezentacyjnie, cUś jak galeria z klimatem, powiedzmy. Co jednak zrobić, kiedy: na warsztacie roboczym żadnych nowości, a nie-nowości czekają na upięknienie i dopiero wypuszczenie w świat ludzkich ocz? To z jednej strony. Z drugiej zaś proza przygniatająca na zmanę z odgniatającą. Może jednak lepiej popisać sobie w niebyt niż talerzami po chałupie rzucać. Nie żeby rodzinka drażniła, co to to nie, a wręcz całkiem przeciwnie. Czasem tylko takie dzikie chwyci, że trzeba się odreagować. A u mnie to zawsze z hukiem i efektem być musi. Krótko a intensywnie! Cosik z dzikiej północy we mnie chyba jest...

Kochane moje i słodkie, ślicznie dziękuję za życzenia. Wszystkie. Za słowa piękne, kojące, za miłą świadomość, że jesteście. Znamy się tylko z czytania, a takie jesteście bliskie! A i u mnie bliżej jakoś do tęczy. Z zajęć powrót o ludzkiej porze, nawet przed dzieckami słodkimi. Niejakie wyspanko nastąpiło, słonko bałamuci, w perspektywie dwa dni wolności i bycia z ludźmi kochanymi, mądrymi, swoimi, oddanymi i wiernymi, znaczy z Rodzinką jedyną. Na świat zaczynam spogladać śmielej, choć jeszcze spod przymrużonych powiek. A widzać cudności:

Tak przepięknie jest na moim świecie. Jutro Kasiuk ma mecz kopany na wyjezdnym.  Jedziemy całą naszą domową gromadą. I dopingować, i cieszyć się radością dzieci. Radością najnaturalniejszą. Maniacko lubię oglądać mecze tych ośmio i dziewięciolatek. Sa jak młode kozy. Pełne werwy, szaleństwa. Troszke pogubione, troszkę zwariowane. Bardzo naturalne, szczere niemożliwie. Jeszcze  nie zepsute. Cieszą się z samego faktu gry. Nie kalkulują, nie kombinują, nie rywalizują. Cieszą ze strzelonej bramki, ale nie płaczą i nie złoszczą po straconej.  Godzina całkiem poradnej kopaniny. Kasia wystawiana jest w obronie, ale kiedy źle na horyzoncie, przestawiana na atak. Ma dziewczyna kopa niesamowitego! W niedzielę gra z tetem i mamem...

I już na koniec o misiu bez rozumku. Z założenia i natury swej nie lubię konfliktów. Jakoś mi one mentalnie nie leżą. Co zaś troszkę mnie irytuje - po pierwszej próbie przekonania bez możliwości przekonania, wycofuję się i popadam w milczenie. Miniony tydzień był taki sobie. Kobieta na którą jestem póki co skazana pewnie miała jakiś zadzior albo po prostu muchy w nosie. Problem w tym niestety, że jest między nami zależność. Jedna sobie pozwalała, druga milczała (by nie poddać się niewybrednej złośliwości) i popadała w zniechęcenie. Aż nagle zapomniane olśnienie! ... Zrobić z siebie idiotę! Kurczę - jak to cudnie działa! Ona - bla, bla, bla i wymądrzanki, nawet ton lekko podniosiony. Ja w idiotę. Że oczywiście ma najpełniejszą rację i że koniecznie musi mnie jak najczęściej kontrolować (drwiny nie wyczuła?!). Że właściwie bez tego sprawdzania i wytykania, to nieco niepewnie się czuję, że proszę i nalegam, by zawsze i wszędzie, a nade wszystko to pokornie się łaszę o zdradzenie trików w działaniu, gdyż mimo że one proste i oczywiste - to i tu wypalam - ja jako miś o bardzo małym rozumku niekoniecznie na nie wpadam! Wszystko to tonem flegmatycznym (choleryk jestem!). I co? I dziesiątka zaliczona! Nagle słyszę łagodność w głosie i matczyne tłumaczenia dla ukochanej córci... Smutne to troszkę. Czy trzeba robić z siebie bałwana, by ktoś mógł poczuć się dowartościowany? Jeśli tak, to przez pół dnia będę robić za klasyczne idiocie. Z największą przyjemnością, rozbawieniem i co najważniejsze z nadzieją na ochronę prywatnego zdrowia psychicznego... sic!

I to koniec opowiastek. Czas wziąć życie za bary, nastroje depresyjne wyrzucić w najdalszy kąt, przestać biadolić i rozczulać się. Robota czeka. Swetry dla dziecków (ostatni raz druty w rencach miałam jakieś 7 lat w tył), prace xxx, pomysły Sal-owe. Rozkadać skrzydła i frunąć w przestworza! I niech zając udawany pamięta, że jaskółem jest i w innych przestrzeniach jego miejsce czeka...

Skrzydeł i przestrzeni z całego serca wszystkim życzę, tudzież spokojnej, słonecznej, lekko leniwej przerwy sobotnio-niedzielnej, a po niej bardzo owocnych i udanych tygodni!

czwartek, 21 października 2010
dziś są moje imieniny

i zła jestem na siebie. Obiecałam sobie w piance mydlanej pobyczyć się. Nie forsować. Upajać, radować i te inne wszelkie. A tu co? Upa! Co prawda mężowzięcie z rana kwieciem obrzucił. Dbający i roztroskliwiony wielce i nadobnie, ale.... Z roboty wróciłam złachana niemożebnie. Na pysk padam - twarz starciłam z pierwszym dniem w kieracie. Zachciało się jaskółce być zającem... Idę spać! o!

Troszkę mi lżej po tym pożaleniu się na los nieznośny, niesprawiedliwość dziejową i oszołomów publicznych tam, gdzie ich nie trza...

Pozdrawiam słonecznie i wielce kolorowo!

ps. wdzięcznie dziękuję za życzenia mailowe!

ps2. - ze słownika, co by sie nieco dowiedzieć:

pochodzenie imienia: łacińskie

Znaczenie imienia: "niedźwiedzica"

Liczba: 1

kolor: niebieski

Znak zodiaku: Koziorożec

Planeta: Mars

Imieniny obchodzi: 21 października

W samym imieniu i w legendzie imienia Urszula wiele wskazuje na północ, czyli krainy, gdzie panują surowe chłody, a życie, choć niełatwe, pełne jest przygód. Imię to pochodzi od łacińskiego słowa *ursus*, czyli "niedźwiedź". Co ciekawe, a mało trąbione -  strefa podbiegunowa, czyli Arktyka, to z greckiego - "Krainą Niedźwiedzi", a gwiazdozbiory, które pokazują na niebie północ - Wielką i Mała Niedźwiedzicą. Również święta Urszula, patronka Kolonii w Niemczech, przybyła tam statkiem z północy, zza morza, wraz z gromadą swych towarzyszek.

Litery w imieniu Urszula układają się w liczbę jeden, liczbę pionierów, którzy jako pierwsi, w pojedynkę przecierają szlaki.

Urszule są aż do przesady samodzielne i kierują swoim losem tak, aby znaleźć się w miejscach, gdzie życie nikogo nie rozpieszcza i gdzie o wszystko trzeba się starać samemu od samego początku. Wiele pań noszących to imię porzucało ciepłe domy i wygodne posady, aby zacząć od nowa gdzieś w Bieszczadach, na Suwalszczyźnie lub w chłodnej Kanadzie (!? - wyjechać tak, tylko po co wrzucać się w kierat?). Urszulom do szczęścia konieczne jest poczucie, że są potrzebne i robią coś, w czym nikt ich nie wyręczy(???).

Potrzebują też w życiu solidnej porcji trudnych zadań do rozwiązania. Kiedy jest zbyt łatwo, nie są do końca sobą. Są ambitne i odpowiedzialne, lubią też widzieć wyniki swoich starań. Chętnie kierują budową domu i sadzeniem drzew. Wydaje się, że z natury lepiej się realizują na wsi i w otoczeniu przyrody niż w typowo miejskim środowisku.

Urszule są subtelne, umieją analizować zjawiska życiowe, stanowcze w postępowaniu, a nawet konserwatywne.To wielkie altruistki, potrafią kulturalnie łączyć cele osobiste ze społecznymi. Nie narzucają swojej woli, chętnie uzgadniają postanowienia z innymi. W przypadku innego zdania osób trzecich, potrafią wycofać się z podjętych wcześniej decyzji. Posiadają zdolność dyplomatycznego załatwiania spraw.

Długo pozostają młode. Szczyt swoich możliwości osiągają gdzieś koło pięćdziesiątki, a i w późniejszym wieku nie mają zamiaru wchodzić w role przeciętnej babci. Kobiety o tym imieniu całe swoje życie spędzają na wysokich obrotach! cholibka - znaczy imię przeklęte...

To surowe imię najlepiej pasuje do marsowego znaku Barana, ale i do urodzonego zimą Koziorożca. Również Strzelec, Panna i Wodnik mają duże szanse, aby rozwinąć się zgodnie z właściwościami tego imienia. Ze względu na wiejsko-przyrodnicze zainteresowania zadowolona będzie ze swego imienia Urszula-Rak. Najmniej odpowiednie jest to imię dla łagodnych Wag
(TO JA!) i Byków. U Lwów i Bliźniąt może powodować napięcia z powodu nadmiernej ambicji, zaś Skorpion i Ryby mogą zbytnio stronić od ludzi.

Powiedzonka: Urszula, Kordula do pieca przytula.
Od Urszuli śnieżniej oczekuj koszuli.
Od świętej Urszuli to się chłopiec do dziewczyny przytuli.

Najserdeczniejsze życzenia dla każdej Uli, Uleńki, Ulki, Urszulki, Usi, Uśki z osobna! Orszuli  i Ulikowi tyż!

wtorek, 19 października 2010
i znów na słodko...

DSCF6931

Odsłona kolejna. Już widać. Kolory przełamane. Chyba nawet dość interesująco. Następny pokaz za jakiś czas. Teraz poddajemy rzecz dłuższej obróbce. A to wymaga zmagań z maszyna do szycia i czasu. W kolejce kolejne projekty. I decyzja sezonu - co wybrać na Świąteczny Sal?

Pozdrawiam gorąco i wdzięcznie, życząc samych radosnych chwil!

poniedziałek, 18 października 2010
landryna 2

Smętna, blada, rozsłoneczniona. Coraz większa landryna. Sprawdzałam czasy. Nawet się w półgodzinę na tych 100 krzyżykach wyrabiam. Ale co to za przyjemność, kiedy się na akord robi i co rusz na zegarek zerka. To już chyba wolniej i powolniej wolę. Nie nadaję się do czasówek. Podświadomie ręka zwalnia. Zaczyna pobolewać, drętwieć. Acz sto zrobię. Huuuura!

sobota, 16 października 2010
w landrynce...

Za oknem wciąż słonecznie, acz jakby nieco chłodniej. Dni się nie dłużą, czasu wciąż za mało. Dzieci rosną, ogród marnieje. Nowe maleństwo rozpoczęte. Wedle instrukcji marne 12 godzin powinno zająć wykonanie tego cuda. Zastanawiam się, czy w tygodniu się zmieszczę...?

Pozdrawiam słonecznie i gorąco wszystkich odwiedzających, potrójnie gorąco komentujących i życzę spokojnej i udanej niedzieli.

środa, 13 października 2010
wersja wstępna podstawowa drugiego...


poniedziałek, 11 października 2010
listki udają, że są jak motyle...

... zakrzyknęło młodsze dziecko, obserwując z zachwytem liście na wietrze. W scenerii pięknej, leśniej, górzystej. Zjawiskowej. Przy niemałym udziale leniwego słoneczka, w barwionych początkach najpiękniejszej jesieni...

DSCF6763

A wszystko to na wczorajszej wycieczce, której celem była sina dal. Bez planów, przygotowań. To były i krosy rowerowe i dziesiątki dzieckowych pytań, oglądanie sprzętu i ludziów.

DSCF6757

DSCF6773

Obiadowanie na łące pod dębem. Chyba najzwyklejsze kanapki nigdy jeszcze tak nie smakowały...

Były motory i ich szaleni jeźdźcy (maleńka grupka li jedynie, dla zaznaczenia. Zdjęć jest więcej, jak i tych fantazyjnych waryjatów było wszędzie od mrówki!):

DSCF6825

Widoki niepowtarzalne:

DSCF6797

DSCF6805

Widziałam też orła cień, nawet orłów wielu, tylko aparat opóźnieniem się popisywał, tudzież  ostrością fatalną i padał przed orłem(ami)... najprawdziwszym(i)...

DSCF6820

i było pieknie!

DSCF6829

DSCF6779

DSCF6806

Potężny zastrzyk energii na nadchodzący zajechany tydzień. I na tę okoliczność wszystkim odwiedzającym życzę z całego serca, by Wasz tydzień był nie tylko spokojny, ale i wypełniony po brzegi słoneczną, cieplusią radością!

 
1 , 2
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl