RSS
czwartek, 30 września 2010
knoty lawendowe...

... czyli o tym co wyszło ode mnie. Dwie maleńkie pracki zostały przygotowane dla Małgosi. Obie częściowo prezentowane. Jedna była walką z knotami, czyli zwyczajnie supełkami pięknie dekoracyjnymi. Opanowałam je niemal mistrzowsko, no przynajmniej na porządnego czeladnika wyszłam. Zdjęcia marne, ale pokazać mus:

DSCF6552

DSCF6547

Cóż to? Lawendy wiązki wrzucone niby w bylejakości w kosz.

DSCF6542

Zrobiona z tego podusia. Pierwsza w życiu. Miała być z podciętymi rogami, połamamy kwadrat... Obfocona ciemną nocką. Się zaparła i nie chciała dekoracyjnie zwiesić się...

DSCF6598

DSCF6600

Druga pracka to mały obrazeczek z serii miniaturkowych widoczków firmy Permin of Copenhagen:

DSCF6563

Miał być wykorzystany na wieczko do pudełka tudzież plastycznie wystający ozdobnik na pojemniczku, już nawet kolorowo przygotowanym, lawendowym z jasną zielenią wierzchnio i mocniejszym fioletem wewnątrz:

8

Nie wyszło. Został się obrazek w ramce. Zdjęcie odpożyczone od Małgosi (tasienka dekoracyjna uparcie i niepokorni się obślizgiwa, złośnica jedna jakaś...):

DSC07973

Poniewż zostawiłam spore zapasy kanwy, aktualna posiadaczka wykorzysta obrazeczek wedle woli i upodobania. Chwilkę pewnie postoi, a potem może Gosia będzie mieć swój pomysł. Do prac ręcznych dołączono kilka przydasiów. A to jakieś nitki, a to sznurki, troszkę kwiecia, naklejeczki i żarełko w pstaci slodkości o dziwnym smaku i herbatek. Ciekawam, czy zasmakują - czerwona o lekko waniliowym smaku i porzeczkowa na bazie czarnoty pospolitej. Przyznam, że dla mnie jedna zbyt lekka, druga za mocna.... Ot i wszystko...

Moteczku, Iwonko, Małgosiu - dziękuję Wam z całego marnego serca mego!

Gorąco pozdrawiam wszystkich odwiedzających i komentujących. Ślicznie dziękuję za słowa pochwalne skierowane pod adresem autorki wczoraj prezentowanych prac. Miłego dzionka życzę!

środa, 29 września 2010
Lawendowo

Z opóźnieniem i mozołem, ale jest i u mnie. Co jest? Pokazywanie darów, jakie otrzymałam w wymiance lawendowej organizowanej przez Moteczka. To pierwsza moja wymianka i silno się zastanawiam, czy nie ostatnia. Pociągająca jest okrutnie, ale i wymagająca. Jeśli zaś ma się pecha życiowego, to może raczej zrezygnować. Dodam, że pecha już oswojonego, zadomowionego, herbatką niejednokrotnie częstowanego. Taki swój chłop w dom. Jak coś ma nagle, a nie na czas wyskoczyć, to będzie to u mnie. Na mur.  Wracając jednak do tematu - pecha wylosować mnie miała Iwonka. Cud dziewczyna z Bydgoszczy. Ja natomiast miałam szczęście, że wpadam w Iwonki ręce. Otrzymałam cuuuda! Mniej szczęśliwa była Małgosia, co to na mnie była zdana, o czym w detalu jutro, a w hurcie dziś wspomnę tylko, że Małgosia na swoją paczuszkę czekała do dnia wczorajszego, odrobinkę przy współudziale i pana listowego. Czekała jedna nieszczęsna duszyczka, to czekałam i ja. Delektowałam się i wzdychałam do ogromniastej paczuchy przed dzeckami położonej wysoko pod niebem. Powiadam - ogromna ona. Kiedy padł sygnał upragniony, że Małgosia swoje dary otrzymała, przyszedł czas na rozpakunek. I tak: wielgachne coś na biało. Pod tym kwiecista oprawa. Tniemy dalej - pudło! Otwieramy - ogromna koperta. Wyjmujemy. Ona pełna, a pod nią pełno kolejnego! O:

page

w kopercie:

DSCF6652

i zbliżenia: trzy opalizujace cudeńka. Słodkie takie:

DSCF6654

i marzenie od dawna:

4

Lugana! maleńka taka, drobinka na jedną chyba nitkę. Teraz mam swoja i ja! I woreczek niemożliwej urody z pięknym motywem lawendowym:

DSCF6663

a w nim Drogie Panie....

DSCF6666

słodziutka podusia i równie słodki breloczek, który natychmiast pochwycił synok prywatny (jeszcze w Nim siedzi lubość do fioletów i połamanych różowości...):

DSCF6667

DSCF6668

Misterne maleństwo. Oczywiście do kluczy dołączę, niech me oczy cieszy! A to jeszcze nie wszystko. Pierwszy raz w życiu w rENce prywatne wpadła mi zakładka. I to jaka!:

5

Szalenie delikatna, subtelna. Przecudna. Zapakowana w rajskiej urody kopertkę. Oczywiście lawendową. Niestety aparat zaparł się zadnim kopytem i odmówił uwiecznienia. A wszystko było w tonacji lawendowej. Papiery, koperty, wstążeczki. Takie delikatne, mgielne, rozmarzone... Mam też swoja literkę, ozdabia woreczek:

DSCF6679

Czy nie piękna? Oczywiście, że tak. Dostałam również: przydasie guziczkowe i kwietne. Zatem znów pierwsze moje do zbierania guziczki o najróżniejszych kształtach i kolorach, wstążeczki, bardzo akuratne do kartek, mulinki, w tym pierwszy raz w życiu anchorowska! Złota! I znów mam i ja! Kawki, herbatki pod prądem skrzętnie przed dzieckami chowane i czekolada, której już nie ma i najnowszy numer "Haftów polskich", aniołek malusi, bosko zdobione karteczki! Tak to się wszystko ślicznie prezentuje hurtem:

DSCF6675

Iwonko - pięknie dziękuję. Troszkę się niepokoiłaś. Cudności mi przygotowałaś i cieszę się niezmiernie, że dawkowałam sobie przyjemność oglądania i dotykania tych nadzwyczajności. Jestem pod ogromnym wrażeniem. Zrobiłaś mi niemożliwą przyjemność! Ucztę godną bogów! DZIĘKUJĘ!

Moteczku kochany - dziekuję słodko i Tobie - Ty wiesz za co!

środa, 22 września 2010
zagadka rozwiązana

Oczywiście wszem i wobec wiadomo, że to Kraków. Kto nie wiedział, ten już wie.  "Co za pytanie - obruszył się był mężowzięcie prywatne - przecież tylko w Krakowei jeżdzą niebieskie tramwaje..., ale że takie staruszki jeszcze szynują...?". Czy tylko w Krakowie nie wiem, wiem, że tam na pewno tak. Sklep "Zefirek" jak słusznie zauważyła Lejdik Lejdikowska znajduje się przy ulicy Czapskich. Ja dodam, że Czapskich, róg z Sikorskiego. Rzut beretem od: PWST, wywyższonej Jagiellonki (czyt. rektoratu), dwa rzuty do AGH. Moje upierało się, że tuż obokkole stryjowstwo zamieszkuje, ale osobiście w "Zefirku" nie bywał. Nie te kierunki. On od Warszawskiej... Ale Pieron też rozpoznał, jak Kasia i Aurelia. Skąd zagadka? Z rozczarowania. Kraków kocham miłością okrutną. Zaprzyjaźniona silnie dusza podesłała foty najświeższe (kilka roków złożyło się nie byłam, przejazd przez Azory się nie liczy). Ku mojej radości, choć jej sromocie te foty. Ona alergię na miasto to posiada. Pewnie nigdy miłośnie w nim nie zapałała, to i zrozumienia nie ma. W każdym razie, siły wyższe sprawiły, że pojechać w krakowskie progi musiała, nawet kilka dni była. I pupa. To nie mój Kraków. To jakaś dzika komercja. Spłaszczenie, ujednolicenie, uładzenie, zbzdyczenie! I co że podświetlone, że z nowym kolorowym tynkiem, tabliczkami we wszystkich językach, takie wychuchane i zdecydowanie na pokaz. Aż mnie cząsło. To moje klimaty są...:

36328976_img_2506

36329347_k22

36329423_k28

36329415_k27

powyższe facjatki specjalnie dla mnie są... a co, miło tak pomarzyć...

wtorek, 21 września 2010
zagadka

Prosta w sobie jest. Należy odgadnąć, w którymż to mieście i mieć satysfakcję, że się zna...:

Swoją drogą, za takie paskudzenie kamienic baty się należą...

Zdjęcia nie moje, psiapsióły ukochanej, popsute przeze mnie programem do zmniejszania.

niedziela, 19 września 2010
umknęło...

Po chałupie fruwa komar krwiopijca. Zamelinował się i nic sobie nie robi z aury za oknem, tudzież czasu astronomicznego. Ukrył się gdzieś w czeluściach komputerowo-kabelkowych alibo za szafką kuchenną. Wychodzi wampir jeden w nieoczekiwaniu i kąsa. Głównie mnie. Napastliwe to okrutnie. Wielkie, zmutowane jakieś. Nienażarte. Pieron nieczysty! Koleżanki muszki śpią  słodziutko, świerszcze zmęczone całonocnymi graniami biorą się do odwrotu. Ptaszęta jakieś nierychliwe. A ta zaraza czynna wciąż! Odpocząć nie pozwala. Rodzina na łono kultury wybyła. Po muzeach ma się szwendać, by mać oddech złapała. A jak złapać, skoro za komarem się gania i swędzące bąble rozciera? Czort by to...

Do świata czynnego małym kroczkiem wracam. U ludzi się dzieje, podziało się i u mnie. Troszkę zamętów, zakrętów, wspinaczek pod górkę. Szczęśliwie za oknem słonecznie, to jakoś przyjemniej wyplątywać się i dróżki kręte prostować, uładzać, oswajać i uczyć. Przyzwyczajać do odwykłego, przyjmować rzeczywistość z pokorą i uśmiechem. Tylko złachany do domu człowiek wraca, nieuważny na okoliczne piękno. A ponoć rankiem rosa na trawach się skrzy, liście czerwienieją i żółcą na drzewach, ognisk nie czuć, boż to na moich wsiach ognisk palić nie można. Liście się szeleści, grabi i w worki wrzuca; pany przyjeżdzają i zabierają. Ale liście szeleszczą i jakoś tak jest w melancholię? Znaczy jesień nadchodzi...?...  Umknęło mi to piękno całe, a może jeszcze nie?  Może... Na pewno umknęły wzrosty dzieckowe. Ubieram rano dziecię młodsze w spodzień długi, a tu w chałupie woda okazuje się stać. Zakładam drugi, trzeci, czwarty.... Chłopak nie ma portek! Ile par było, za rybaczki robią. Kiedy on tak urósł? Ubieram dziewcze nadobne w odzież odświętną, no żesz to samo. Biorę się za przegląd szaf; połowa szmat do oddania. I kiedy te dzieci kochane tak urosły? Żeby tak krzyżyków w pracach przybywało, jak maluchom moim na wzroście! Może dziś przybędzie. Postanowienie takie powstało. Poczytać i pokrzyżykować troszkę. Odpocząć, odsapnąć, poukadać się i oddać swoim przyjemnościom. W coraz większy zachwyt wpadam nad wszystkimi zorganizowanymi paniami, które to z pracy zarobkowej biegną do pracy domowej. Dom ogarną, obiad upichcą, z dziećmi pobędą, lekcję doglądną. A wszystko lekko, z uśmiechem, bez przymusu. A jeszcze na spacer wyskoczą, do znajomej na szybką kawkę i lekkim wieczorkiem już oporządzone do swych robótek zasiadają. Pooglądają, poczytają, z mężem kulturalnie porozmawiaja, z dziećmi zagrają w szachy, tudzież karcianego pokerka, upiększą się wieczornie i o marnej 22.00 bez zmęczenia w piernaty wskoczą... Ja się wczołguję pełznąc po ścianie...

Miłego i spokojnego tygodnia z całego serca wszystkim życzę!

środa, 08 września 2010
w wieży...

W zamkowej wieży królewna mieszka(ła)

DSCF6435

ze swego okna w wysokiej wieży

DSCF6486

na świat patrzyła

DSCF6455

A jak była naprawdę? Całkiem zwyczajnie. Niejaki pan Fryderyk Kip, niemożliwie bogaty fabrykant, spełniając kaprys żony (miejmy nadzieję, że była piękna, a przynajmniej przyzwoicie mądra) zakupił tereny na uroczych wzgórzach. Dokładniej było to wzgórze jedno. Za to z jakimi widokami? Pięknymi i rozległymi. Żona niewątpliwie była osobą wrażliwą, gdyż na wzgórzu z widokiem zapragnęła zamieszkać. Zatem Fryderyk wystrzelił z potężnej rury i wybudował ukochanej... zamek. Tak, tak, regularne zamczysko na miarę 1902 roku:

DSCF6445

Budowany 3 lata może poszczycić się licznymi wieżami wszelkich kształtów, w przewadze ostroboczne, kilka facjatek (to te wieżyczki maleńkie, zaplecze jakby dla mnie stworzone...), rotundowe, przysadziste coś i regularna brama wjazdowa z finezyjnym dziedzińcej wewnętrznym i blankami

DSCF6465

Projekt zamku opierał się na budowlach średniowiecznych. Projektowała go ponoć ukochana pani Kipowa. A jak to kobieta - trzymała się detalu, dlatego też do budowy wykorzystano okoliczny piaskowiec, bez żadnych podróbek ceglanych.  Zagadką jest dla mnie, czemu zamieszkany był tylko do 1926 roku. Wszak żadna Brunchilda nie zdążyła się jeszcze zadomowić... Pozytywną zaś ciekawostką jest brak sali balowej czy też większej jadalni z możliwością szybkiego dostosowania... W końcu albo mieszkać, albo balować...

I taką to mieliśmy ostatnio wycieczkę rodzinną. Czekam teraz nieciedrpliwie na ponowne otwarcie zamku. Już jako muzeum botanicznego i meblarstwa z epoki...

wtorek, 07 września 2010
skoro się rzekło...

o nagrodzie, należy ją spakować i wysłać pod wskazany adres. W zgadywance z fragmentarycznym obrazkiem nagroda przypadnie Anecie z blogu o filuternej nazwie - Blogasek! Jako pierwsza odgadła, że obrazek pochodzi ze "stajni" Permin of Copanhagen. Dużo osób pisało na adres pocztowy, pomijając blog. Między innymi zwyciężczyni zabawy. Za każdy wpis bardzo serdecznie dziękuję!

Anetko gratuluję! teraz proszę o adres i cierpliwość!

DSCF6412

poniedziałek, 06 września 2010
lubię...

Do tablicy wywołały pane Myszczekunia i Kasmatka i zapytały co lubię?

Dużo lubię, co najbardziej?:

ciszę, spokój i nocną samotność;

jesień ze wszystkimi szelestami, barwami, zapachami i klimatami; tę słoneczną i tę mżawą, szarą, listopadową;

deszcz, wiatr, burze, wszelkie żywioły; orgie wiatru w liściach i kominie, stukot kropli o parapet, wyładowania tak silne, że aż wszystko wokół trzęsie się i drży;

góry i wspinaczki po nich; wejścia na szczyt i samotne radości ze zwycięstw na swoją słabością; wiatry na szczytach, które zapierają dech w piersi - to najsilniejsze chwile kiedy wiem, że żyję;

obserwować swoje dzieci w każdej możliwej sytuacji, kiedy bawią się, dokazują, jedzą, siedzą, śpią, są...

ludzi mądrych, kulturalnych z klasą i z duuuużym poczuciem humoru i możliwość przebywania wśród nich;

długie biesiady z przyjaciółmi wypełnione śmiechem najczystszym, najszczerszym, prosto z trzewi i fantastyczną ciszą; możliwość słuchania, przekamarzania się, rozmów o niczym, które dają poczucie spokoju i radości;

książki, ich ciężar w dłoni, zapach, szelest kartek, ich stosiki na półkach, nocnych szafkach, stołach, świadomość, że są i są mi oddane... są na wyciągnięcie ręki z wszelkim w sobie zapisanym słowem;

wszystko co stare, a co ma duszę - stare meble, zdjęcia, zastawy, kapy, narzuty, najbardziej zaś wspomnienia innych, dawne klimaty, pozy, stare budynki, wszelkie dworki, pałace, zamki, ruiny, zniszczone kamienice z wewnętrznym podwórcem, cudnymi klatkami, witrażowymi oknami, kutymi drzwiami, wszelkie możliwe bryły z wymyślnym detalem, pozostałości pięknego...

lubię smakować, oglądać, obserwować, doznawać, poznawać; patrzeć na wschody i zachody słońca, zasłuchać się w szum fal, zapatrzeć w dal, długie podróże samochodem i wchłanianie mijanych krajobrazów, mgły nad łąkami, ptasie śpiewy, niezależność i świadomość, że najczęściej nic nie muszę...

Do zabawy zapraszam wszystkich chętnych gotowych poopowiadać o sobie...

sobota, 04 września 2010
tajemniczego odsłona druga i zagadka z nagrodą!

Kierowana różnymi wszelkimi powodami, umyśliła sobie, poniekąd z wewnętrznej radości, móc kogoś obdarować. Głównie i przede wszystkim materiałem hafciarskim. Trzeba tylko, by się zastanowić, podjąć trud popatrzenia i zapisania wniosków. Przedmiotem oglądowym jest poniższy obrazek, dokładnej jego fragmentaryczna niepełność:

DSCF6410

Zadanie brzmi: wymyślić jakiej firmy to obrazek (dość charakterystyczna kolorystyka), tudzież na pocztę prywatną mailową napisać co to za cudo (w szczególe). Pierwsza osoba, która rzecz odgadnie i gdzie trza powpisuje, otrzyma rzeczoną nagrodę.

Nagroda: zestaw mulinek DMC koniecznych do wykonania powyższego (sztuk 15, może się kiedyś przydadzą). Świeżych, prosto ze sklepowej półki oraz kawałek średnio godny kanwy aidy i tu do wyboru - biała lub podstarzała, '14 lub '18.

Termin zgadywanki: do poniedziałku (06. IX), do godziny 24.00.

piątek, 03 września 2010
tajemniczej odsłona pierwsza

DSCF6405

... że tajemnica, to i cicho sza. Tajemnicą by przestało być i po zabawie byłoby. Znana firma. Znany obrazek i troszkę dziwnie dobrane kolory. Sama ciekawam finału...

 
1 , 2
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl