RSS
środa, 30 września 2009
w pulowerze

Raz staruszek spacerując w lesie

napotkał listek przywiedły i blady (la, la, la, la)

I pomyślał: znowu jesień idzie
Jesień idzie, nie ma na to rady.

I podreptał do domu po dróżce
i powiedzieł stanąwszy przed chatą
swojej żonie tak samo staruszce
Jesień idzie nie ma na to rady

Zaś staruszka zmartwiła się szczerze
Zamachała rękami obiema
Musisz zacząć chodzić w pulowerze
Jesień idzie nie ma na to rady.

Może zrobić się zimno już jutro
Lub pojutrze, a może za tydzień.
Trzeba wyjąć z kufra futro
Nie ma rady, jesień, jesień idzie.

A był sierpień pogoda prześliczna
Wszystko w złocie stało i zieleni
Prócz staruszków nikt chyba nie myślał
O mającej nastąpić jesieni.

Ale cóż, oni żyli najdłużej
Mieli swoje staruszkowe zasady
I wiedzieli że wcześniej czy później
Jesień przyjdzie, nie ma na to rady.

Są, znalazłam. Słowa piosenki znalazłam. Tej zapomnianej , a wciąż chodzącej po głowie. Piosenki z wszystkich spotkań przyogniskowych i gitarowych, wyjazdóww za miasto, w góry, przedreptanych, przejechanych, okołojesiennych. Nie pamiętam kto jest autorem, chyba Olek Grotowski. Śpiewali to różni wykonawcy bardziej i mniej znani  ze spotkań piosenki studenckiej i wszelkich rajdowych;  śpiewało się z nimi, w różny sposób, do zdarcia gardła...  i jesień idzie, dotarła, w pulowerze...
wtorek, 29 września 2009
jesiennie mi

to znaczy, że bardzo dobrze. Jesień kocham. Miłością monstrualną. Wszak jesienna dziewczyna jestem, październikowa. Dziś pięknie i słonecznie jest, to i będę się chwalić przyrodą. O, kwiecie już w pełnym rozkwicie, czyż nie wabi, kusi i zniewala?

... to coś w trawie świerszczy, taki niby Gryllus campestris. Czasem po furniturach ogrodowych się przechadza. Niestety i do zacisza domowego niejednokrotnie próbuje przedostać. Wtedy już przestaje być interesujący, jego muzykowanie też...

...  drzewo tuż-zaokienne.

Pierwsze się wiosną stroi, pierwsze jesienią rozdziewa. Listki przyjemnie czerwonawe posiada, kiedy jeszcze posiada. Roślinność letnią nakryło liściastym dywanem. Harmider sie nabył w grządce i buntu echa słychać. I nie dziwne. Taki np. nagietek dopiero do rozkwitu się szykuje. Tłumaczę mu, że to nierozsądne. Wszak chryzantemy u sąsiadów już wabią, prywatne krzaczki też się szykują i lada chwila wybuchną, ale uparty jest. Niech mu tam będzie... Troszkę lata jesienią, przedni pomysł. Bez obrazka jeszcze.

Krzyżykowo natomiast zaspój. Ciufa rozważa dobór niebieskości. Gdzieś kiedyś widziałam zestaw starych i nowo wymienionych numerków muliny DMC. Nie jest chyba możliwym, by w kluczu podano dwa identyczne kolory. Oba neonowe. Szukałam, jaśniejszego z tej błyskotliwej serii, nie ma... Kucyk Pony też już dobrany. Ciekawa jestem bardzo, jak to będzie wyglądało na obrazku, póki co kolorki cud!

niedziela, 27 września 2009
jakoś tak...

szaro, buro i plaskato. Taki to dziś nastał dzień. Istny kalejdoskop. Przynajmniej skunksowate chowa sie po norach i nie raczy swym ferelnym zapaszkiem. To jakiś plus tego uśpienia za oknem. Dziunia moja zbiesiła się i w dalszym ciągu nie ma czasu na pokazanie matce obrazka z kucykiem pony. Może się dziś zbierze. A może nie? Thomasa dla małotala robię więc. Cieżko idzie. Kanwa za sztywna, igła zbyt krótka i kłująca (do tej pory była dobra. Skurczyła się niespodziewanie?!). Najgorzej z ręcamy. Opuchnięte, szorstkie, całkiem jak nie moje. Jedno jest pewne, do finezyjnej pracy się nie nadają, niestety. Numery mulin chyba pomylone lub sprzed zmiany. Przyjdzie samemu dobierać niebieskości. Te proponowane są silnie neonowe i dwókrotnie zdublowane...

Z dobrych wiadomości to m.in.: córa uznała, że to mamine szycie to betka i łatwizna. Wystarczy igłę przez dziureczki przekładać. Wczoraj próbowala. Mus kupić mały tamborek i długą igłę zapodać. Krzyżyki nie szły, ale wymyśliła "własny" ścieg i tym śmigała dziarko. Zatem pierwsza pracka panny Kasi:

Druga dobra wiadomość dotyczy Xgalaktycznej kobietki. Maleńkimi kroczkami powraca mowa, czucie i nawet palce rwą się do chodzenia. Czyli, mimo przeszkód, idzie ku dobremu. Dziewczyna wymęczona, ale zdeterminowana. Nie widzi świata, widzi natomiast światełko i to jest najważniejsze. Trzymajcie się Kasieńko! Pozwolę sobie  rozświetlić dzień i załączyć zdjęcie autorstwa P.S. Kolorowe piękne rafy. Moja córcia pasjami pochłania te zdjęcia i wcale się nie dziwię...

będzie ich więcej...

Miłego i spokojnego tygodnia życzę, wypełnionego słońcem i radością!

ps. w kolorze się wszystko na stronce źre, ale co tam...

sobota, 26 września 2009
radość o poranku

Za oknem CUD! Tylko natura potrafi stworzyć coś takiego. Słonko nieśmiało przebija się przez chmurki. Za oknem jeszcze chłodek. Taki właściwy. Lekko rozleniwiający (zwłaszcza w sobotę), będący jednocześnie zapowiedzią pięknego dnia. Trawa w rosie. Jak miło, że nie trzeba się zrywać o 6  rano. Dzieci już co prawda na nogach, ale gdzieś w najdalszych zakamarkach... Błogo jest! Wyglądam na świat i błogosławię fakt, że mam do dyspozycji ładny kawałek zieleni za oknem. Mogę wysłuchiwać szelestu liści na drzewach i pod nogami. Rozciągnąć sznurek między drzewami i patrzeć jak tańczy na nim pranie i nabiera zapachu jesieni. Jak mi dobrze...

nie wiem, jak się te śliczności nazywają, wiem, że zaczęły kwitnąć (wyjątkowo późno) i wyglądają jak wyolbrzymione stokrotki; jesień...

czwartek, 24 września 2009
podziękowanie i link dla fiolqowej Tamarki

Ślicznie  dziękuję za wszelkie słowa pochwalne. Duma rozpiera mnie jeszcze większa i jeszcze i jeszcze! Jesteście wielkie i kochane!

Ewuniu, Ty masz problemy z krzyżykami, a ja chciałabym nauczyć sie wyszywania maszynowego. Choć to ponoć skomplikowane nie jest, to mnie przerasta. Jeszcze raz wyrażę swój zachwyt nad Twoimi pracami i nad karteczką Doroty. Dorotko,wciąż zastanawiam się co zrobić z panną - obrazek czy poduchę.  Nie kryję, że mam ochotę na poduchę, ale byłaby to dłuuugaśna poducha. Obrazek liczy sobie marne 70 cm z hakiem na długości.

Przeglądam troszkę blogów i z każdym dniem wpadam w kolejne zachwyty! Cieszę się przede wszytskim z tego, że je pozakładałyście o Wielkie Artystki Rękodzielnicze, że pozwoliłyście szaraczkom mizernym (jak ja np.) podziwiać swoje prace, swoje dzieła, swoje pomysły i perfekcyjne ich wykonanie. Jestem pełna uznania i podziwu. Co jeszcze mnie chwyta pod boki i przyobleka lico radością - to piękna polszczyzna jaką niejednokrotnie operujecie. Delikatność i subtelność wypowiedzi, tudzież poruszana tematyka i niezmierzone pokady humoru. Za to wszystko z serca głęboko dziekuję!

I na koniec skarga, prośba i biadolenie. Otóż zebrałam się i postanowiłam pokomentować. Niestety okazuje  się, że na bodaj blogerze (nie zawsze, ale jednak, już w kilku przypadkach) nie mogę. I dlaczego? Dlatego, żem głuptak internetowy. Nie znam sie, nie czuje nawet potrzeby znać, tylko czasem by sie przydało...; no każe mi wpisywać coś, co ja nie rozumiem co. Pomocy! Co to jest: AIM lub Open ID, TypePad i tak dalej. Co mam tam wpisać, by komentarz się ukazał?  Jako człowiek gazetowy poczułam sie wyalnienowana, brutalnie wyrzucona poza społeczność... buuu...

modnisia w pełnych odsłonach

obiecana panna małoletnia. W pełnym rynsztunku. Nie będę ukrywać,  dumą jest i radością mą.

kilka zbliżeń, tudzież składanek, co by przesyt był... cóż poradzę - nie mogę się opanować...



środa, 23 września 2009
morsko

W odpowiedzi na postawione onegdaj zapytania odpowiem tak (jak zwykł mawiać swego czasu na sesjach rady miejskiej pewien wicewojewoda czy inny zajemądry od władzy ): nie jestem sprinter krzyżykowy, nie siedzę z igłą w ręce boży dzień cały. Ale... nie posiadam też nabożeństwa do kuchni i wszelkich innych gospodarczych czynności. Migam się. Co zrobić muszę, to zrobię, acz bez nadmiernego fanatyzmu. Żeby jednak robić dobre wrażenie zapracowania - robię pracki dla dzieci, czasem je obszywam i krzyżykuję! A krzyżykuję, ponieważ naiwnie marzę sobie, iż będzie to mój chleb zarobkowy.... Czyli krótko - kiedy cza chałupniczo coś zrobić, nagle a niespodziewanie na horyzoncie pojawia się robótka ręczna. I jakimś dziwnym trafem z wyliczanki decydujące "bęc" wypada na robótkę. Przeznaczenie! A na poważnie - nocami siedzę. To mój czas.  Wzrok skowycze, ale i tak odpoczywam, wyciszam się, chwytam oddech na kolejny dzień, wyszywam. Czasem szybko i zgrabnie, czasem mozolnie, żmudnie, nieefektownie. Teraz widać mam dobry czas, potem będzie zastój...

Kolory do kucyka jeszcze nie są dobrane. Panna nie miała czasu (!?). Jutro to już ja mogę nie mieć... Maleńkas morski skończony.


Prackę robiło się szybko i wyjątkowo wdzięcznie. To mały obrazeczek 75 na 65 xxx, 18 kolorów, obramowania czy też obrysy głównie długimi nitkami. 2 dni na taką miniaturkę to wcale nie rekord świata.  Chętnie udostępnię wzór.

i pokaz niby artystyczny...

Wciąż zastanawiam się, co z tym obrazkiem zrobić. W ramkę go czy na torbę plażową. Pewnie przez zimę powisi na ścianie, gdzieś w zakamarkach korytarza, a wiosną otrzyma nowy żywot.

Serdecznie i ślicznie witam wszystkie osoby odwiedzające me skromne, przegadane progi. Chciałabym prosić na częstsze wizyty, ale skromność w pąsowym rumieńcu szepcikiem tylko nadmienia...

Miłego dnia życzę...

wtorek, 22 września 2009
wstępy

na samym pierwszym wstępie mego wpisu pragnę serdecznie i wdzięcznie podziękować wszystkim odwiedzającym mój blog. Podziękować za wszelkie komentarze i podpowiedzi, za ciepłe słowa i pochwały. To miłe, budujące i mobilizujące. Jesteście Wielkie i Kochane Kobietki!

W drugim wstępie chcę zameldować, że obrazek na kanwę narzuciłam. Niski pokłon za pomoc Miłe Panie! To dzięki Wam nie mozoliłam się nadmiernie, tylko wykonałam prackę szybko i sprawnie. Oto wynik:

Kucyk wdzięcznie zadkiem zarzuca, ale przystopowały mnie kolory, dokładniej ich wybór. Czekam, aż dziecię ze szkół powróci. Pewnie przyjdzie pooglądać kilka bajek z klaczką w roli głównej i wspólnie, wedle dziecięcego życzenia dobrać nitki. Aż sama jestem ciekawa. Przy okazji zakwilę pean pochwalny na cześć niebieskiego ołówka samozmywalnego w wodzie zimnej! Unikałam go z wyraźną niechęcią nawet nie miesiące, a lata całe. Wietrzyłam podstęp i spisek. W końcu z ciekawości jakiejś przekornej sięgnęłam, do koszyka wrzuciłam i Niebiosom dziekuję!

Nie mitrężąc czasu, zabrałam się za maleńkie cudeństwo. Koniec lata czczę:

Zrobiłam już tyle, e, nie, zrobiłam więcej, pokazuję tylko tyle:

miało być kredką rozmazane... Robi się doskonale. A siatka rybacka to istny cud świata. Pierwszy raz coś takiego robię i kwiczę z zachwytu!

 

poniedziałek, 21 września 2009
pochwała świata

Od krzyżyków odpoczywam, choć dzień. Córa zadała mi pracę domową. Kucyk Pony, z obrazka. Kiedyś widziałam, jak rysunek przekalkować bez kalki na kanwę. Wiem nawet, gdzie widziałam. Strony tej już nie ma, w mojej głowie dziury wielkości orzecha włoskiego, to będę się zastanawiać jutro, chyba, że ktoś się ulituje i podpowie. Różowe ma być. Wieloodcieniowe i na szczęśliwie innym tle. Prosi o tego kucyka od kilku tygodni. Potem ciufa Tomasz dla małego mężczyzny.

Za oknem słonecznie, acz jeszcze troszkę mgielnie, na trawie rosa. Pomoczyłam nogi wieszając pranie. A świt już dawno minął. Pięknie jest i akuratnie. Aż się chce działać. Babie lato też jest. Chyba troszkę spóźnione... Co tu dużo mówić - kocham na zabój te delikatne niteczki, czasem z kropelką rosy...


Ponieważ jeszcze nic się nie dzieje, poza rutynową krzątaniną po chałupie, to pochwalę się wczorajszymi zjawiskami. Otóż wybrała się rodzinka w plener. Dla ruchu, powietrza i odpoczynku. Każde chodziło, gdzie chciało. Co właściwie jest normą. Zebrać moja czeredkę w zbitą qupę to wyczyn niebywały!


Ale kiedy tak sobie maszerowaliśmy dziarsko, tłumacząc dzieckom prawa natury, wyrósł był przed nami posąg. Ono stoi, my też. My się gniemy, ono nie. No posąg. Na ściągnięcie gawiedzi postawili i stoi. Nagle, drugi, trzeci, czwarty.... Stadko jelonkowato-sarniowate maszerowało. Nie płochliwe nadmiernie. Oczywiście, miast sprzęt przygotowany i na podorędziu trzymać to...  z daleka i marnie widać, pod słońce.


Bez słońca już huby. Nie wiedzieć co to się dzieje. Do tych pór na drzewie porastała jedna, ale godnie dorodna. Teraz maleńkasy, za to w mnogości... zgrzybiałe muszelki...


I na koniec odpoczynek dla oczu, uszu i duszy. Zatrzymanie, zasłuchanie, zapatrzenie. Maleńki kawałek nienaturalnego spokoju w środku dzikiej cywilizacji...


niedziela, 20 września 2009
powtórka z rozrywki

czyli wróbla Ćwirka odsłona ostatnia.

Pierz się nasrożył i cała kompanija w pełnej gotowości do wysyłki. Uffff.

Udało się. Wedle mojego odczucia czasowego zmieściłam sie w założonym wymiarze przestrzennym. Niedziela nam jeszcze panuje, za moim oknem nocki nie ma. Niech sobie lecą zdrowia dużo niosąc. Mają pulpatki niezgorsze zadanie do wykonania. No panowie bracia - sio! stawiać chłopaka na nogi!

A swoja droga, to ciekawe, co za złośliwiec taki misterny wzorek wymyślił. Wymordowały mnie piórka. Ciągłe wbijanie igły w środek zrobionego krzyżyka. Czy autor tylko grafikował, czy może sie uprzejmie był i pofatygował zrobić samodzielnie... Z drugiej strony co za matołek ślepo robotę robił, miast życie i działania sobie ułatwić?

Dorotko, dziekuję za wyróżnienie! Łał, to moje pierwsze wyróżnienie od niepamiętnych lat! A cieszy tym bardziej, że przecież dopiero zaczynam swą przygodę blogową. Ależ mi miło i błogo! Serdeczny uśmiech Ci ślę!!!

 
1 , 2 , 3 , 4
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl