RSS
poniedziałek, 30 sierpnia 2010
baloniki, serpentynki i muzyczny tusz, czyli to już rok!

hm...., dziś  mija rok od pierwszego wpisu na tym blogu.  Cały rok. Rok, który minął niczym mgnienie wiosny. Ledwie zauważony, całkowicie zapomniany. Rok. Wychwycony przypadkiem. Rok życia wśród wspaniałych ludzi, rok z tyloma nieprzeciętnymi osobowościami. Rok z Wami.                                                                                                         To z tej radości niespodzianej pragnę podziękować wszystkim, którzy mnie odwiedzają i tym, którzy zostawiają swoje komentarze. Tym, którzy wpadają do mnie sporadycznie, ale adres myszulowego bloga zapisali w swej pamięci i szpalcie. A nade wszystko za wiele inspiracji i radości, jakie czerpię z przebywania w  Waszych wirtualnych uroczych progach. Ciepłych i jakże często mądrych!  Dziękuję za zrozumienie, za Wasz humor, za przesłodkie uszczypliwości – te lubię i cenię sobie najbardziej, są namiastką rozmowy, dowodem nawiązania porozumienia; porozumienia dusz?, jak zwykła mawiać Ania ze Wzgórz… Za to, że jesteście, a ja mogę być razem z Wami i  utyskiwać w przydługich opowieściach na  zaokienny byt…

Pozdrawiam wszystkich urodzinkowo!

spieczeni jak raki...

Jedna z ostatnich niedzieli na falach w tym roku. Znaczy wakacje dobiegają końca. Może na tę okoliczność na plaży wyjatkowy tłum. I to już od rana. Na obrazkach widoczki na prawo, na lewo i w przód:

DSCF6349

DSCF6350

DSCF6351

DSCF6353

Te w przód podobają mi się zdecydowanie najbardziej. Przybyliśmy na czas przypływu. A może to był odpływ. Chyba raczej wody ubywało. Zastąpiły je fale. W każdym razie ludziska z każdą kolejną suchą połacią plaży przenosili się na górkę. Pogoda piękna. Żar i upał. Gdzie oko rzucić ciała - leżące, siedzące, stojące. Damskie i męskie. Duże i małe. Jasne, ciemne i kropiate. To tak jak rozkrzyczane mewy. Byliśmy wyjątkowo krótko. Woda zrobiła psikusa. Zatrważająco brudna! Z męczącym zapaszkiem rozkładających się ryb. Plankton, resztki żyjątek, gnijace kraby większe i mniejsze. Bura, niezdrowa piana. Dużo dziwnego i ławice parzących meduz! (były wszędzie!). Brrr..... W całej tej scenerii spiekło nas na raki. Mimo kremów, filtrów i nabożnych życzeń.... Na koniec sezonu to tak?!

środa, 25 sierpnia 2010
troszkę zimy w środku lata...

Nie żeby jakoś nadzwyczajnie gorąco i parnie było. Wręcz padająco jest i z ochłodzeniem. Niemniej lato jest, a prezentowany obrazek należy do zdecydowanie zimowych. Roztopowych, z serii plucha i przeciągająca się szaruga za oknem. Kiedyś już pokazywany, marginalnie. Teraz za pierwszoplanową postać występuje, o:

Słów kilka o dziele, hm... robiony wiele lat temu i przez lat wiele. Jedna z pierwszych prac. Chyba trzecia w kolejności pod względem rozpoczęcia. Wzór z gazety zaczerpnięty. Zachwycił, oniemiał (jescze dwa są w serii). Zaraz potem rozczarował. Nie sam obrazek, ile kolorystyka. Pierwsze uświadomienie gazetowo-komputerowe. To co widzimy, jest li jedynie pozorem, a to co widzimy w druku, tudzież na monitorze to jedynie miraż i upodobanie kolorystyczne bądź ignorancja grafika. To ostatnie powinnam wiedzieć, wszak robiłam w tej branży; to i może dlatego po pracy dzieł swej niejako pracy do rąk nie brałam. Dziś wiem, że czarny, który tak niesympatycznie wyostrza i dusi całość, można było zastąpić grafitem, a i brązy rozjaśnić nieco. Co do upierzenia ptasząt też mam zastrzeżenia. Ten rażący cukiereczek... krótko mówiąć - dół do  czterech liter. Góra cudna i zachwycająca. I to niezależnie czy robiona DMC czy  podmiennikiem z Ariadny. Było czy też nie, uznało, że skoro zaczęło, powinno skończyć. I tak przez miesiąć. Po czym nastąpiła dłuuuugaśna przerwa. Ponieważ jednak obrazek mimo wszystko nadal się podobał, a i sporo było już zrobione, się zawzięła i ponownie zaprzyjaźniła. Jakieś 4 lata to było w tył. Staśku już zaznaczył swą obecność na świecie. Może na tę okoliczność chciałam nim (obrazkiem) ścianę na święta przyozdobić. Całkiem możliwe. Kończyło się cudnie. Tylko nie było w co oprawić. Obrazek niewymiarowy, acz całkiem wymiarowy (widać kolejne zaćmienie). Uparłam się sama oprawiać. Myślę, że sprawa rozbiła się o pas-partusa. Takiego gotowego; i faktycznie nie pod poszukiwany wymiar. Zatem kolejne latka obrazeczek poleżał, by dojrzeć. W ubiegłym roku ramkę zakupiłam. Nie pamiętam do której pracy. Dużą, ciemną. Zdążyłam ją porysować. Obrazkowi przypasowała. To sobie w objęciach wspólnych kolejne miesiące poleżeli. Postanowiłam kanwę nie uprać (mimo tylu lat nie była brudna), ale dla kaprysu wygotować. Zdaje się, że czarna Ariadna lekko odchudzona jest i chyba chciałam ją napuszyć. Było nie było od kilku dni z knotami walczę. I dla spokoju wewnętrznego za zimę się wzięłam. Uprażyłam. Proszku nie posiadam, w płynie nie wiem, czy gotować można. Stanęło na mydle. Białym pachnącym. Innego nie mam. Taka wieś. Pięknie pyrkotało. Wróciło wspomnienie lat dziecięcych; pralki Frani, domowej wyżymaczki i gotowania szmat różnych, chyba ręczników i pościeli, obrusów, ściereczek, gatków. Dobrze było, z nostalgią. Do prasowania przyszło i zdziwienie. Toż nitka miała się wyprostować, naprężyć, buchnąć pięknotą i ta szyta i kanwowa i co? Kanwa jak psu z gardła! Umozoliłam się przy prasowaniu i wciąż zastanawiam - co źle zrobione. Do gara włożona tylko troszkę zmięta. Na obrazkach widziałam, że kobietki całkiem bez szcunku do tego procesu podchodziły. Ja zachowawczo i  przyszło parą potraktować. To po co całe to gotowanie? Pewnie dla świętego spokoju. To już koniec opowieści. Kto doczytał, może poogladać zimę w ramce:

Chłopina przyjedzie, niech gwoździa wbije. Powiesi się dzieło. Ramkę lakierem potraktuję. Ale niech już na ścianie będzie...

Co do knota - już jest pokonany! O! Lucynko, dziekuję. Pooglądałam łopatologicznie i już nawet wiem, co Ania miała na myśli, sugerując, by nitka blisko kanwy była. Wspólnie sporą babską gromadą wygrałyśmy tę bitwę! Ruch nitką i ręką opanowany!

ps. one teraz takie śliczniusie są, równiusie i cholibka, maleńkie.... (czasem oczywiście wpadówę zaliczam i te wyrośnięte też się podobają, aż szkoda je ciąć...)

Pozdrawiam gorąco i wciąż letnio!

ps2. szukam dobrego programu (dla 6-latka) do zmniejszania rozmiarów wstawianych zdjęć. To co robię to tragedia bazowe zdjęcia są cudnie ostre i wyraźne.

poniedziałek, 23 sierpnia 2010
knot

...pokonał mnie, właściwie knotów wiele, frenchowych. Czyli po polskiemu supły mnie na dutka wsytrychnęły. Najzwyklejsze, może tylko nieco bardziej ozdobne. Innym pięknie się zaciągają, a u mnie na 3 metry w górę i z podsiupem. Dusza mi się zaweźmie i je pokonam. Jutro. Gdyż i jak to, żeby taki bąbel maluśki hamulcem w pracy był... idę spać. Połamana, zachrypnięta i jak te supły w sobie zmiętoszona. Nie da rady inaczej, jesień idzie...

cUś w lufciku

Rzuciłam wszystko i wzięłam za pracę. Ona szalenie tajemnicza jest, o:

prawie skończona. Na maliźnie robiona. Po stwierdzeniu, że aida '18 nadaje się tylko do jednej nitki i do prac wybitnych, przyszło zaprzyjaźnić się z aidą '16. Kompromis taki wewnętrzny między ukochaną '14 a całkiem obcą i niemal niewyobrażalną '18 wyraźnie zalecaną! Podziwiam wszystkich robiących na drobiazgu, a potrójnie na drobiazgu w 2 nitki. Nie kryję - topornie, ale zaczynam się przekonywać i wciągać... Małe też jest piękne!

piątek, 20 sierpnia 2010
2/3

Wreszcie skończony. Maleńki obrazeczek. Co męczyło, nie wiem. Może maleńki rozmiar kanwy. Może fakt, że kanwa zakupiona pocięta  - 6 kwadratów 12x12 cm, miała w sobie tylko dwa kwadraty białe (czemu nie 3?) i ... co pierwszy raz mi się zdarzyło - ucięta była krzywo! Z 12 centymetrów zrobiło sie jakieś 10x10. A może zwykły niechciej letni. Tak czy inaczej - drugi obrazek z serii:

DSCF6177

Materiał postrzępiony nieelegancko, ale za to z pierwszym jesiennym liściem. Jeszcze jest upalnie, jeszcze słonko praży, ale już idzie jesień. Już to czuć w sadach... Żółte margeritki hojnie i mnogo wysiane przez Stasia. Oczywiście w ukochanym Jego kolorze. Krze wyrosło po kolana, głuszy wszelkie inne kwiecie, ale jak pięknie pozuje do fotografii... Słonko też postanawia się bawić:

DSCF6181

DSCF6179

Trzeci obrazek poczeka na swój kwadracik. On najbardziej nostalgiczny, senny, jesienny. I bez sieci, porozrywanych w morzu, na szybko zarzuconych na suszadła... Czekamy na deszcze i pierwsze mgły...

ps. Moje dzieci niecierpliwie czekają szkoły...(?!!!)

czwartek, 19 sierpnia 2010
wody, dużo wody...

Plany wakacyjne troszkę nie wypaliły. W ramach rekompensaty zabraliśmy dzieci do parku wodnego. Radość była ogromna. Kolejny raz potwierdziła się stara życiwa prawda, że dzieci potrafią cieszyć się drobiazgiem i świetnie zorganizować w zabawie. A w takich zabawach potrafią zorganizować się i dorośli...

DSCF6126

DSCF6120

DSCF6134

DSCF6135

DSCF6143

DSCF6141

DSCF6160

063

Tate testował się w skokach z wysokości, tudzież zjazdach z 10 piętra, mama-kwoka pilnowała szalejącą dziatwę, w końcu została porwana na pontony i spiralne zjazdy. Super wrażenia, mokrość wszędzie, zdjęć brak...

Wioska lekko egzotyczna, jakaś karaibska? Dzikawa roślinność, kilka chałupek większych i mniejszych i oczywiście pirackie łodzie, laguny i dużo innego, czego nie dane im, czyli nam było zasmakować. Wciąż się zastanawiam, on to czy ona?!...

wtorek, 17 sierpnia 2010
znad jeziora

Pokręciliśmy się troszkę po podgórskim szlaku, aż dotarliśmy do jeziorka. Często tam jeździmy. Ulubiony widok, z samotnym domkiem na skale...:

to tam gdzieś w oddali. Bliżej są chaszcze, knieje i cała swoja przyrodność...

i odrobina roślinności w głuszy leśnej...

I coś co nie zachwyca, acz niewątpliwie zwraca uwagę:

Czy już nie powinno nabyć skrzydeł?

Pozdrawiam bardzo słonecznie i serdecznie!

piątek, 13 sierpnia 2010
cuda natury...

czwartek, 12 sierpnia 2010
czekoladziaki w podzięce

Staś był dziś ostatni dzień w "małym" przedszkolu. Było to jego pierwsze przedszkole, pierwsze doświadczenie edukacji zbiorowej. Jesteśmy zadowoleni my, jest zadowolone dziecko. Każdego ranka zrywał się skoro świt i biegł do swojego przedszkola. W dowód wdzięczności podarował paniom czekoladkę w maminej oprawie. Oprawy dwe, jako i panie dwie. Pozwoliłam sobie na dość ostre kolory i zestawy. Zdjęcia nie odają siły i blasku tychże. Przyznam, że największy kłopot sprawiało wybranie i dopasowanie papierów. Wyszło, jak wyszło. Będzie dużo:

DSCF5755

i następna DSCF5766

DSCF5767

Od jutra mam wakacje. Pełna laba. Dzieci w domu. Może gdzieś pojedziemy, może nie. Najważniejsze, że nic nie muszę. Jesteśmy sobie, bez specjalnych obowiązków. Troszkę stęskniłam się za wspólnym byciem od rana do spania...

ps. to co w prackach wydaje się być czarne, jest śliwkowe...

 
1 , 2
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl