RSS
piątek, 25 czerwca 2010
koniec szkoły...

Wakacje. Odpoczywamy do poniedziałku. Kasiuk pani swojej zaniósł karteczkę taką o:

Pomysł zaczerpnięty z blogu - Oswojone Hobby. Kartka samodzielna, otwierana się. Donica otwiera się. Z tyłu wygląda troszkę jak sagan z lodami. Naście hortensjowych kwiatuszków. Naczynie w naturze nieco ciemniejsze, złamany, brudny róż w łososiu, okraszony delikatnym kwieciem beżowym. Błyskotki w kolorze lila. Dziecko w zachwycie.

czwartek, 24 czerwca 2010
w zachwycie innym

Robótkowych chęci braku ciąg dalszy. Czas goni w inną stronę. Może od piątku nastąpi poprawa. Kachna kończy zajęcia. Skończy się też jeżdzenie, bieganie z zedarkiem. Do poniedziałku. Panna zażyczyła sobie udział w takich powiedzmy półkoloniach. Kocham moją córę do szaleństwa. Szykujemy prezent dla pani. A póki co wciąż zachwycam się złotymi kopułami widzianymi każdego niemal dnia z okna samochodu. Zachwycam nie dlatego, że one złote. Może dlatego, że kopuły. A może cudnie spływa na wspomnienia połaczenie z bielą. Uwielbiam tę cerkiew. Taką zupełnie jak z bajki na tych moich wsiach. Lubię architekturę sakralną. Co dużo mówić - słabość to jest silna...

Kształt świątyni silnie przeciętny. Gdyby nie wieżyczki z kopułami - bardzo przeciętny stodolniak z czerwonawej cegły. Zachwyca natomiast mozaikowy frontom z równie mozaikowym i bardzo bogatym kolorystycznie portykiem. Bywa, że bez specjalnego powodu podjeżdzam, by popatrzeć, upajać się, zachłysnąć odrobiną piękna...

Z daleka natomiast, nawet znacznego daleka, widać kopuły i nie trzeba specjalnej wyobraźni, by zobaczyć jak bajecznie się skrzą na tle szafirowego nieba, a jeszcze, gdy podświetli je słońce...

Tuż obok, całkiem niedaleko naszych włości, jest miasto. Nawet duże. Kiedyś bardzo zacne. Z historią. I pewnie z tej historii pozostała się niezliczona ilość świątyń wszelkiej maści. Zgromadzenie religii świata. Co się chce i jak się chce. Chciałabym to mieć na fotografii, by móc się zachwycać, kiedy tylko dusza zapragnie, nie tylko od święta (rodzinna wycieczka) i z wysokości. Widoki cudne... Oglądane z góry i pewnego oddalenia, z ruin dawnego bastionu - w jednej niemal linii ustawiają się meczety, cerkwie i synagogi, cudnie kraszone naszym neogotykiem strzelistym i finezyjnym, przeplecione podkurczonym maleńkim neoromanem. Wszystko podgryzione czasem, podkruszone sobą. Pyszny widok, pyszny....

środa, 23 czerwca 2010
marnie jest...

Kocio marnie jest. Ledwie kilka krzyżyków postawionych wczoraj, dokładnie półkrzyżyków. Tuż przed burzą, niemal wieczorową już porą nagle miło, wietrznie i zachęcająco się zrobiło. Pogawędki z córą, ostatnie chlaptanie się basenowe syna, kawka, robótka, odrobina przyjemności:

ps. do ogrógdka przez oczko w siatce przedostał się królik. Te dzikawe miniaturki, co to teraz w kolejnym rzucie rozwojowym są. On coraz większy - taka to była pociecha moja, za chwilę się nie zmieści i narozrabiać nie zdąży. Zdążył. Wtrąbił całą sałątę (3 rządki)! Zastanawiam się, czy na święta pasztetu nie zaplanować...

poniedziałek, 21 czerwca 2010
upały

Koty nadal wpatrują się w wody taflę; tej co to jej jeszcze nie ma. Nie ma też możliwości robótkowych. Jakoś żarno się zrobiło. Ledwie się oddech złapać da. Dzieci szczęśliwe. W basenie się wychlapią. Inna sprawa, one bardziej wytrzymałe na upał, taki powyżej 30 st.C, z żółknącą trawą i męczącym bezruchem w powietrzu, o:

I kiedy już zasiądę obokkole, by niby okiem rzucić na basen, a drugim na robótkę, to jakoś tak silnie ta dziecięca radość psotna obezwładnia, że ich figlom się oddaję. Robótka profilatkycznie schowana przed zamoczeniem. Dziś pojawił się wiaterek, co równe jest zmniejszonej wilgoci, a to z kolei niemal normalnemu funkcjonowaniu (jeśli ktoś lubi upały). W dzień żar, w nocy wata. lato! Ostatni tydzień szkoły. Spokojne, powolne życie. Kot obcy, pomarańczowy wykopał nam ogórki w ogródku. Skarbów tam szukał? Wiewiórka notorycznie podkopuje kwiatki na klombkach. Pewnie wkroczyłam na jej teren i zamknęłam dostęp do orzeszków z zimowych zapasów, ale żeby zaraz tak namolnie...

Spokojnego tygodnie życzę i dużo radości z każdego jego dnia!

sobota, 19 czerwca 2010
szukajcie a znajdziecie...

głosi jedno z przysłów. Tak i u baby było. Szukała igły do nowej pracki, znalazła igłę, a jakże, ale  wbitą - tu uwaga - w prackę sprzed... 2 lat? Popatrzyła, pomyślała i uznała, że może czas już ją ukończyć?! Pracę oczywiście, nie igłę. Czemu została porzucona? Problemy techniczne jak mniemam.

Kociki dłuugo poszukiwane. Zdobyte, zachłyśnięte i... zostawione. Wedle instrukcji dołem winny rozpościerać się półkrzyżyki robione pojedynczą nitką. Jakoś nie pasowało mi. Praca w założeniu powinna być wykonana na płótnie bawełnianym lub lnie. Po latach nastąpiło nawrócenie się me. Robię na kanwie '14, ale zrobię wg załączonej ulotki. Potem ew. dokrzyżykuję, o!

Dorotko, bardzo się cieszę z Twojego odezwania. Już się niepokoiłam. Pomyślałam jednak, że może oddałaś się naukom wszelkim i czekałam spokojnie. Swoją drogą, jak sprawy?

Lejdiku, się nie czepiaj. Z epoki słowa pisanego pochodzę, wciąż zapominam, że teraz tylko obrazek, najlepiej ruchomy. Cóż Ci poradzę, taka niedzisiejsza jestem, ale się poprawiam i dziś już obrazkuję. W hortensyii płateczki do części najprzyjemniejszej należały. Wbrew pozorom niewiele tych konturów; sprytny schemacik!

Obu Paniom ślicznie dziękuję za słowo budujące. Miło być chwalonym, nawet jeśli tylko li i jedynie zwykłym odtwórcą jest się! Miłej i spokojnej niedzieli życzę wszystkim odwiedzającym mnie osobom, tudzież takiego samego nadchodzącego tygodnia.

czwartek, 17 czerwca 2010
bez obrazków

pięknie jest! Ciepło, nie gorąco. Wieje wiaterek, ożywczy, radosny, psikuśny. Liście szeleszczą w zwariowanym swym tańcu; ptaszęta ćwierkają na potęgę. Bosko tak! Na sznurach pranie się gibie. Dziś od rana tylko piorem, piorem i piorem. Później przyjdzie prasowanie, prasowanie, wygładzanie. Nie krzyżykujem, wiatr do wspólnych szaleństw zachęca, ogródek woła, wdzięczy się, mami. W domu cudne przeciągi, firany też roztańczone. Bardzo lubię takie widoki, klimaty, ciszę bezsąsiedzką, uśpiony świat w wiatru szumie...

Dużo radości wszystkim życzę!

wtorek, 15 czerwca 2010
z ogrodowej grządki

Będzie o warzywkach. Wcześniej jednak pragnę gorąco i wdzięcznie podziękować za wszystkie pochwalne słowa. Co tu dużo mówić - miód to na serce i ucho ludzkie jest. Cokolwiek bowiem byśmy nie mówili, jesteśmy złaknieni odrobinki uwagi i pochwał. Dziękuję! Hortensje zachwycają mnie od pierwszego zobaczenia ich. Pragnie mi sie gorąco posiadać swój choć jeden żywy krzaczek. Może kiedyś . Nie mam gdzie go posadzić. Wszelkie wolne miejsca zajmują równie ukochane chryzantemy. Wpadłam jednak na godny siebie pomysł, że wyprodukuję jeszcze - kiedyś - dwie podobne sztuki w odmiennych kolorach i spreparuję poduszki. Co prawda miejsca u mnie jak na lekarstwo, ale hortensjowe się zmieszczą! Jeszcze raz, bardzo gorąco dziękuję - jesteście Kochane Miłe Panie!

Z wiadomości dnia - robótkowo maleńka przerwa. W swe progi wzywa ogródek. Wielkości on godnej, taka nowoczesna wersalka w rozmiarze "king". Ale są warzywka dla dzieci, zieleninki troszkę. Są pierwsze pomidory, o:

koktajkówki!

Nie znam się na ogrodnictwie nic a nic. Wszystko co robi się, to robienie na wyczucie, na duszę i serce. Większość tegorocznych pomidorów to tzw. dziczki. Życie pokazało, że może są mniejszę, ale zdecydowanie smaczniejsze. Pół działeczki obsypało pomidorkiem, pozostała część to koper. Rodzaj pomidorowatych jest zagadką. Dzieci lubią te maluszki. Są pyszne.  Wsadzone w ziemię, w skrzynki i maleńki ogródeczek na zadkach, takie niby dziecięce poletko, wielkości dużego kartonu brystolowego. Za to ile radości...!A jaki ze mnie zaangażowany działkowiec, niech świadczy fakt, że pomyliłam rzodkiewkę z burakiem. Nie wiem, gdzie oczy zgubiłam. Na botwinkę czekałam, wyrosło co wyrosło. A tak się starałam. By nie przerywać, dziureczek narobiła baba, po dwa zarenka delikatnie sypała. Przy sypaniu zastanowienie było, owszem, ale że się kolor zgadzał, tak samo uróżowione, to uznałam, że... w oczach miga. Nie miga. Nie mam teraz miejsca na buraki. One zdaje się zasadowe są i po nich niczego siać się nie da. Czy da? Kawalątek na siew jesienny pietruszki został. Można tam teraz buraka wrzucić? Ogórki jeszcze nie kwitną, a już parszywieją. Zbyt ciepło im i wilgotno. Dzieci najbardziej lubią te prosto z krzaka. U nas wysoko po sznurku prowadzone. Sałatą uprzejmie króliki dzikie postanowiły się podzielić i kilka główek zostawiły. Nawet polubiłam tę zachwaszczoną dłubaninę, to równie przyjemne jak xxx. Dużo radości życzę, biegnę na grządki...

poniedziałek, 14 czerwca 2010
hortensja skończona

Poszła w świat. Mam nadzieję, że zawiśnie nieśmiało choć na bocznej ścianie kuchennej...

środa, 09 czerwca 2010
xxx

Wymięte, wymęczone długim leżeniem w pudełku, nawet jakby z cieniem na załamaniu kanwy, ledwie dychające, ale jest!

Widać co to. Pełna, kształtna główka. Czar natury, niepowtarzalny urok maleńkiego. Zostały jeszcze kontury i niewielkie coś. Właściwie praca na ukończeniu. Zastanawiam się, czy można ją podarować w formie obrazka zaramkowanego w prezencie na jubileusz 25-lecia ślubnego. Nagle nam taka imprezka wyskoczyła. Dać kwiat żywy - jak najbardziej, ale co jeszcze? Zapowiada się wypaśnie...

wtorek, 08 czerwca 2010
cieniem po skórze...

... czy inaczej - malowane w artyzm. Zwykłe cienie do powiek, troszkę różu, wszelakie pędzle i powstają arcydzieła. Nie tylko tygryski, kotki, ale piękne motyle, wróżek skrzydełka, baśniowe fantazje i różyczki z motylkiem...:

Szczerze żałuję, że nie uwieczniłam innych malowideł. Patrzyłam, wzdychałam i zgapiłam się. W kilka minut powstawały bajkowe obrazy. Nieznaczne ruchy pędzla i pojawiał się świat delikatny, mgielny, fikuśnie frywolny. Cudności! Rzecz się miała na festynie dziedzictwa i kultury polskiej, czy jakoś tak. Dziedzictwa było mało, kultura nie rzucała się w oczy. Troszkę zawodu, rozczarowania. Spodziewałam się szaleństw dominikańskich albo choć zwykłego nadrzecznego jarmarku targowego. Były piękne przestrzenie z dala od domu, małe arcydziełko naskórne i skok nad ocean. Kasik w szkole budził zachwyt, choć lekko już rozmyte i wytarte, nadal było piękne. Obrazki malowała starsza pani. Widać jak pozwalała galopować swej wyobraźni i jakie cudne miała wyczucie w doborze barw, form. Wciąż zachwyt nie opuszcza...

 
1 , 2
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl