RSS
środa, 30 marca 2011
Żonkile

Raz jeszcze: żONkile, nie żadne tam -Ąkile. Samokrytykę składam. Wstyd mi przestrasznie w kolorze piwonii. Od lat mam zgryz językowy na duszy. Owe powabne kuzynowate od narcyza. Tak piękne, a tak kłopotliwe. Przed domem rosną...

DSCF8728

DSCF8731

DSCF8732

przemarznięte, padnięte, przebrzmiałe krokusy; zabrakło czasu, by cieszyć nimi oczy w tym roku...

DSCF8735

wtorek, 29 marca 2011
w zdrowiu szczęściu, pomyślności...

Choroby dzięki Niebiosom i Waszym życzeniom odeszły w siną dal. To i jestem. Ślicznie dziękuję. Każde najdrobniejsze słówko, najmniejsza myśl mają tak silnie magiczną moc i tyle ciepła w sobie niosą, zwykłej ludzkiej życzliwości, która jakaś tam sobie zwykła wcale nie jest! Przepełnia mnie wdzięczność ogromna. No cóż tu będę krążyć - Kochane jesteście i tyle. Niby nieznajome a tak bliskie. Dziękuję po stokroć!

Małe do szkół poszły. Kasia po jednym dniu pobytu w placówce, oddała co nie jej i kolejne dwa dni przesiedziała w domu. Już bez zbędników, ale czuła się i bezpieczniej, i bardziej komfortowo. W szkole były licytacje, kto więcej, dalej i w jakim kolorze. Stereo czy wręcz nie. Wesoło. Wczoraj już wszyscy obecni. Wirus opanował przysiółki. Mutant gigantyczny. Mały bardziej się męczył. Na naszych wsiach lekarz na podobną przypadłość nic nie wypisuje. Każe tylko obserwować i podawać płyny. Dziecko nicowane było dni 4 i pół. Nie jadło dni 5. Niby nic. Pół człowieczka teraz zostało. Nie będę reklamować leków, ale w końcu po smecte sięgnęłam i jedna saszetka sprawę załatwiła pozytywnie. Że przez tych wiele dni tak głupia byłam to aż dziw! W każdym razie po słabościach i niemocach młodzież pełnią sił dorosłych zaskakuje. Staśku nadrabia zaległości ruchowe. Wczoraj tak szalał i po meblach skakał, że nożyczki w dupinę wbił... sobie. W jaki sposób na nie naskoczył, pojęcia nie mam. Mam natomiast wyrzut okrutny. Moje one były. W pudełku położone. Bardzo ostre. Na kanapie. W pudełku wysokim. Dzieci są tak nieprzewidywalne. Maluch oczywiście dzielny nad świat. Bolało. Ranka jest. Ślad zostanie. Mam nadzieję, że wszyscy będziemy ostrożniejsi. Durna matka!

Za oknem znów wiosna. Po letnich kilku dniach zima  przyszła. Ze śniegiem. W dzień piękne słonko i wiatry. Nocą silne mrozy. Jak nie na ten czas. Krokusy padły. Tulipany zmarznięte. Królują żonkile. Ogródek zaniedbany. Działalność rękodzielna też. Coś się dłubie, coś wyszywa, niemniej....

Pozdrawiam gorąco znad porannej kawy (wreszcie...)

poniedziałek, 21 marca 2011
szpitala ciąd dalszy

Nie będzie prac i ich obrazków, nie będzie długiego pisania. W domu wciąż szpital. Ledwie Kasia wykaraskała się z przypadłości żołądkowych, chwyciło Stasia. Kasia dziś w szkole. Uparła się. Histerycznie, z płaczem i błaganiem. Nie dała rady dłużej leżeć. Od sobotniego popołudnia już bez sensacji, choć wciąż popijanie po łyczku co kilka minut na przemian rumianku i elektrolitów. Wciąż na diecie, czyli praktycznie nie jemy nic. Od dzisiejszego nocnego poranka w akcji Staś. Objawy te same. Za chwilę skończą się piżamy dolne. Chyba założymy kieckę. Dzielne są te moje maluchy, jak chyba wszystkie dzieciaczki w podobnych stanach. Choć całkiem do polegiwania nie przyzwyczajone i takie bezradne. Kasia podsypiała, tak walczyła z chorobą. Staś oka nie zmruży. Za oknem śnieg. Rozczłapił krokusy. Żonkile dzielnie się nie dają.

Ślicznie dziękujemy z zajcem za słowa pochwalne i wszelie inne milusie. Pozdrawiamy gorąco życząc dużo zdrowia i względnego spokoju, a wszelkim wirusom i innym swołoczom mówimy zdecydowanie NIE!

sobota, 19 marca 2011
**

DSCF8663

czwartek, 17 marca 2011
ledwie za...

DSCF8654

... to nie bujda tylko fakt, panienki w bluzeczkach bez rękawów, w portkach takich tyci-tyci i w laczkach na gołej stopie dziś po ulichach sąsiednich wsi spacerowały.

środa, 16 marca 2011
pierwsza wiosenna

Czas rozpocząć prace wiosenne. Nie tylko te ogrodowe. Pierwsza z nich:

DSCF8649

Z efektu jestem średnio zadowolona. Miało być żywo, jędrnie, intensywnie, wiosennie, energetycznie. Mulina cieniowana DMC nr 4050 w motku tak właśnie wyglądała. Po rozwinięciu okazało się, że nazbyt dużo w niej sraczki, a zbyt mało intensywnej zieleni. Trudno. Jakiś jeszcze czas pokazywane będą prace w pierwszej swej roboczej fazie. Wykończenia nastąpią za kilka tygodni, hurtowo.

Pozdrawiam cieplusio

wtorek, 15 marca 2011
Sapkowskiego błądzenie po fantazy...

Na okoliczność tego, że pan Sapkowski Andrzej okrzyknięty jest królem polskiej fantastyki, czy może coś podobnego, w każdym razie jakiś szalenie doskonały w jakiejś fantastyce, nie sięgałam po jego książki. O uszy obijało się nazwisko, wiadomości o filmie. Świadomie omijałam. Fantastka do mnie nie przemawia. Może nie trafiłam na dobrą książkę z tego gatunku, a może opowiastki o potworach i ich zabójczych działaniach to nie jest koniecznie to, co tygrysy lubią najbardziej. Aż nastał dzień jeden wiosenny. Od dawna niemoc trzyma w lędzwiach, pogoda raczej marazmom służy niż działaniom. CUś się dzieje na bakier ze wszystkim. Do bibliotecznego przybytku wstąpiwszy, zobaczyła książkę, tyle razy wzgardliwie pomijaną. Popatrzyła, podumała i wzięła. Dlaczego bowiem nie? wszak cza znać potwora, którego się odrzuca. I co? I bawię się doskonale. Czasem pozaśmiewam. Między jednym zaśmianiem, a drugim zastanawiam jednak uparcie, gdzie ta fantastyka z górnej półki. Gdzie ten styl znakomity. Gdzie mądrości, wrażliwości, rewelacje świata? Nie widzę. Owszem książka napisana jest językiem prostym, do bólu nie zawiłym. Zdania możliwie jak najkrótsze. Troszkę wulgaryzmów, dodających smaczkA i pięknie wkomponowanych, a może ja mam taki wypaczony gust. Wyczuwa się, że autor książki to mężczyzna. Jest męska solidarność i powielany już stereotyp kobiety, co to albo głupia i uległa - wtedy nieatrakcyjna, dziobata i pączkowata. Bądź też nieziemsko zgrabna i powabna, wtedy oczywiście niezależna, pożądana, za to pyskata i na dłuższą metę męcząca. No to całkiem jak u Łysiaka, z tą tylko różnicą, że Sapkowski kobiety chyba bardziej lubi i gustuje w brunetkach.  Wiedźmin to zdecydowanie pozytywna postać, nawet jeśli odczłowieczona. No wszak, ktoś czarną robotę musi robić, a Geralt ma w sobie dużo spokoju i celne riposty. Przedstawiane postaci to cudność pokraki, ale żeby zaraz o wyższej fantastyce mówić, to niekoniecznie. Troszkę żartu, nieco kpiny, zabawa słowem (nazewnictwo), delikatna farsa, element pastiszu. Poza tym żaden fenomen. Styl pisarski na poziomie dobrze prowadzonego gimnazjalisty plus doświadczenia życiowe człowieka starszego ciut od licealisty. Całość do przełknięcia, jeśli przyjąć, że ma to być literatura rozrywkowa, z naciskiem na rozbawienie.  Czytam i zastanawiam się, jak z tego film poważny zrobić. Nie da się. Kreskówki owszem, ale nic więcej.  Doczytałam, że ja w opowiadaniach jestem, "Miecz przeznaczenia" (poprawione z przymierza po uczynionej słusznie uwadze!), a film z sagi rozciągniętej. Te opowiadania rozrywkowe są. Do fenomenu nie tylko fantastyki im daleko. Ale może ja się nie znam. A piszę, i to z ilu-letnim opóźnieniem czasowym, gdyż w zadziwieniu jestem...

Pozdrawiam słonecznie upust emocjom dając w ten wiosenny, krokusem rozrośnięty czas.

ps. Na okolicznych do naszej wsiach czas letni już mamy...

środa, 09 marca 2011
nie ma co chować głowy w piach...

się powiedziało A, czas rzec B i do Z jakoś dobrnąć. Najlepiej z godnością i honorem. W zadziwiająco mętny sposób ostatnio coś piszę. Może to wiosna i piękno krokusów za oknem, może przemęczenia. Starszy wszak człowiek jestm, to  i prawa swoje mam. Do reakcji smENtnych na wiosny przybycie też. A może kto to wie i co. W każdym razie wczoraj chwalipięctwo było, pt. "co to ja dostałam", poza nową znajomością blogową. Dziś o tym co otrzymano ode mnie. To był ten tajemniczy zad w lufciku, co to i pofarbowało, i biel rozmyło. O:

DSCF8379

z czerwonymi przebarwieniami. Zapaćkany tył. Jakie szczęście, ża tak silnie to zadek właśnie. Od frontu, zakrywając szkaradę, przyszło powiększyć głogu jagody:

DSCF8553

DSCF8548

O tym co z bielą wymyśliłam, staram się zapomnieć. Owszem z daleka widać, nawet doskonale. Z bliska... Mieszanka technik nastąpiła. Najefektowniej prezentuje się z przymknięciem oka...

DSCF8574

Nieszczęście trafić na mnie miała Iwonka z blogu Creations Iwony. U Niej zobaczyć można dodatki do obrazka, a przede wszystkim przepiękne prace, jakie sama przygotowała w wymiance, acz oczywiście nie tylko w wymiance. To szalenie kreatywna osoba.

wtorek, 08 marca 2011
zimowa wymianka u Moteczka

8 marca. Cóż za piękny dzień ongiś. Żadne teorie nie podważą faktu, że my kobiety lubimy dostawać kwiaty. Paradoksalnie goździki też. Te dostawała moja Mama. Ja już wymyślne tulipany, czasem gerberę jeszcze też. No, w każdym razie załapałam się. Teraz to dzika egzotyka. Najpierw pachnące cudo, potem do garów. Nie narzekam. Jakoś źle bym się czuła w roli księżniczki udzielnej. By marudzić nie potrzeba święta. Acz dziś święto jest (po wielokroć!). A to dzięki  i Moteczkowi, która kolejny raz zorganizowała wymiankę okołobabską. Tym razem zimową. Dzielna to kobieta i szalenie zorganizowana, zaradna, co zaś najważniejsze - o ogromnym sercu i gigantycznej wyrozumiałości. Maryś - wazelinuję się i dziękuję! Nie pokażę co sama przygotowalam, wstyd to i sromota okrutne, na domiar chyba szczęścia mojego (egzekucja odroczona), a na ciągłą ciekawość pechowej w losowaniu partnerki mojej, przesyłka jeszcze nie dotarła. Któraś poczta nie dała rady wywiązać się. Ja tę Cud Dziewczynę już teraz przepraszam za to, co oczamy swemy zobaczy. Zdecydowanie nie dopisało Jej szczęście. Szalenie mi przykro i niefajnie. Tym bardziej, że sama dostałam słodką paczusię. Co też wlicza się do programu świątecznego. Od Asi dostałam pięknoty:

DSCF8609

Są to: kawki, herbatki, notesik nakrapiany, szalenie zabawny, kalendarzo-zakładka do książek. Młodszy zagiął na nią parol, twierdząc: "jakie pienkne one są te latalnie...!?" No, piękne są, niewymownie i z takim ogromniastym uśmiechem. I dostałam też chustecznik (niebotyczne dla mnie zaskonieczie, Asia wie dlaczego):

DSCF8605

Czyż nie jest śliczny? Jest. Najpiękniejsze jednak są mitenki:

DSCF8613

w niemożliwie cudnym kolorze. Na zdjęciach on koralowy, w rzeczywistości rudy, taki najbardziej ukochany, wyśniony...

DSCF8614

Mają nie tylko rewelacyjny kolor, są pięknie zrobione. Dokładnie i precyzyjnie. Oczka równe maszynowym. Dla mnie mistrzostwo świata, a do drutów lewa nie jestem. Swoimi czasy dziergałam na potęgę. Jednak tak równych oczek nigdy nie udało się zrobić...

DSCF8601

I na koniec coś co mnie rozbawiło do łez, acz pojawiająca się w tle co i rusz herbatka na uspokojenie wybitnie w ostatnim czasie jest mi potrzebna, znaczy to, że rozśmieszyć trudno, już nawet po Chmielewską miałam sięgać...:

DSCF8623

Asiu, dziękuję z całego serca!

piątek, 04 marca 2011
bałwana cd.

Wymyśliłam sobie, że bałwanisko musi być puchate i mięciusie:

DSCF8516

DSCF8522

dlatego backstitche robiłam dopiero po podpięciu od spodu ociepliny.

DSCF8515

No, nie jest to dzieło. Ponieważ jednak na wystawy nie miało iść, pozwoliłam sobie na pewną frywolność. Nitki wycięte. Siadły bateriew aparacie. POrządnej foty brak, musi zostać co jest. Ważne, że przód wypucony i przez to bardziej ludzki. Fachowo tak się pewnie nie robi. Amator radzi sobie jak potrafi. Maszyną bym nie przejechała. Nawet przy ręcznej próbie, gdyby była już zakrywka, wyglądałoby fatalnie. A tak, fatalność ukryta, o czym razem następnym. Szalenie intryguje mnie natomiast już dziś i od dawna, na granicy rozumienia wręcz, jak maszynowo robi się pikowania. Choć na średniej podusi. Takie esy-floresy? Dowolność maszyny? Przypadek? Ale przecież nie powtarzalny. To jak? Rysuje się wzór? Niech się w końcu dowiem. Linie proste i skosy można taśmą naklejać, znaczy ona tor szycia wyznacza, a te wszystkie koła, kwiecia wszelkie, gwiazdy i inny wygibasy?!

 
1 , 2
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl