RSS
poniedziałek, 30 listopada 2009
maleństwo

sobota, 28 listopada 2009
w międzyczasie

...troszkę mimochodzem, przy okazji zmian pogodowych (których jednakowoż nie zauważam), przygotowań przedświatecznych, powstały takie o...

Przeznaczenia ich jeszcze nie znam. Niech sobie leżą i nabierają mocy urzędowej...

piątek, 27 listopada 2009
pomarzyć, dobra rzecz

Marzę, nie marzę, czasem myśle sobie, że kiedy już będę bogata (na maleńką chwilkę, malusieńką, bez zbędnego przedłużania i napawania się, co by się nie zbrzydło), tak nieznośnie, że przyjdzie nie wiedzieć, co z tym bogactwem zrobić, kiedy zakupię wszystkie książki, bez których żyć się przecież nie da, zobaczę wszelkie wymarzone i zapragnione miejsca na Ziemi. Posmakuję, podokazuję, nawet zakupię narzuty na kanapy i kilka całkowicie niepotrzebnych szmat ubraniowych, to sprezentuję sobie wreszcie aparat upragniony, fotograficzny. Albo dostanę takiż od mężowzięcia. Znów Mu się spodobało kilka moich pstryknięć. Twierdzi, że technicznie słabe są, ale klimatyczne... I rację ma, co do pierwszego, to nawet całkowitą. Niemniej jednak z marzeń, najsilniejszym jest, by  zatrzymać chwile, wrażenia i ciszę jaką czasem spotykam, szalenie impulsywną, głeboką, kojącą,  i napędzającą... Teraz na ten przykład marzy mi się pobyć w parku. Spacerować po krakowskich Plantach. Jest tam kilka moich (mniemam) miejsc. Owinąć się w mgłę i zniknąć w szarości...

Lubię takie samotne, puste ławki. Mają w sobie coś magicznego, lekko nostalgicznego. A stare puste ławki, to już można chłonąć bez końca. I puste alejki w parkach lubię, do samotnego wędrowania, o...

...Stare rozrośnięte, wykrzywione drzewa, finezyjne mostki, latarnie z minionej epoki...

Ja chyba sama jestem z minionej epoki. Zachwyca i wzrusza zaprzeszłość. Godzinami mogę wpatrywać się w latarnię z ornamentem i szklanym, dmuchanym abażurkiem, w kutą poręcz  zdobiącą ławkę, ozdobniki na budynku... I jak tego piękna nie chcieć zatrzymać?!

A jak się do pracy nad choinką zabrać? Zgłosiłam się do zabawy z powodu: 1 - choinkę sobie w tym roku zapragnęłam sprezentować, na ścianę wstępnie; 2 - ciekawość (nigdy w takich zabawach udziału nie brałam. Wymiankowe działania z różnych względów odpadają, ale inne formy?! ...). Tylko, że łatwo się zapisać. Potem co?! Myślę, kombinuję, porównuję. Zestawiam kolory i faktury. Czas goni. Kilka choinek już w niemałej gotowości jest i jakie piękne. Tu do zobaczenia... Nic to. Najważniejsze zastartować, potem jakoś pójdzie....

Koniec marudzenia. Powyższe foty z wczorajszego spaceru parkowego z dzieckiem młodszym. Mieliśmy jeszcze wyprawę na dworzec kolejowy i wyczekiwanie na przyjazd pociągu. O szynach i torach wiemy już wszystko. Gdyby ktoś chciał wiedzieć jakie są pociągi, to spieszę poinformować, że..."czerwone, zielone,w paski". Miłego dnia życzę!

czwartek, 26 listopada 2009
Choinkowa zabawa u Ani

wspólne dzierganie, krzyżykowanie i co tam jeszcze do głowy strzeli, wspólne pisanie, oglądanie. To proponuje Ania. Dziełem twórczym jest ta oto śliczna choineczka:

Pomysł przedni. Zabawa niewątpliwie też. Już ruszyła, czasu coraz mniej, ale co się będzie działo....

 

środa, 25 listopada 2009
radośnie, prezentowo i podziękowaniowo...

Jak to mało potrzeba, by się człowiek dobrze poczuł. A człowiek-kobieta, to już w zupełności potrzebuje niewiele. Wystarczy na ten przykład, że się fanaberyjnie do fryzjera wybierze, gdyż - powiedzmy - po sklepach się chodzić nie chce, a czasu swojego wolnego ogrobinka jest. To sobie tak pójdzie, we fotelu zasiądzie, w obce ręce się odda i mimo chwilowej obawy, czy wejście do lokalu ma sens i czy aby te ręce zdatne są, to i tak się upaja, że wreszcie ktoś ją "obskakuje", pielęgnuję, omamia i zagaduje. Nie wiem jak Wy, ja bardzo lubię masażyki pod szamponik i te wszelkie odżywki, pianeczki, cuda-wianki. Aż dreszcz przechodzi. W domu się nie chce i czasu brak na celebtracje fryzjerskie. Potem to już cały zachód. U mnie było tylko lekkie podcięcie, ujęcie z nadmiaru (wreszcie  trafiła się kobietka rozumna, co to wie, że mało włosów - źle, ale nadmiar to też kłopot. Nie grzesz kobieto!, choć prawdę rzeczesz), delikatne nadanie formy. Się człowiek poczuł królową balu i w rozpuszczonej fryzurze w świat udał, co i rusz buszem nagłownym potrząsając. No, piękna byłam niemożliwie, nawet spinkę do włosów, co to koka czyni, precz w kąt samochodowy wrzuciłam. Przyjdzie nocą iść i poszukać... A i jeszcze przypadkowo promocja była i jakieś tam upusty, to na kolejne fanaberie grosza zostało. Czyż nie są to miłe niespodzianki? Są! A inne to piękna i godna nagroda, jaką otrzymałam całkiem niezasłużenie od Gosh76 z blogu Robótkowe różności.....Wyróżnienie za kreatywność:

Dziękuję wdzięcznie, ślicznie, prześlicznie.

Troszkę dostało mi się ono fuksem, to wyróżnienie. Tym bardziej się cieszę, a cieszę jak dziecko, radośnie fikając nogamy. Jam ledwie rzemieślnik jest i to zacnej i szanującej się, acz ledwie IV ligii. Gdzie mi tam do tuzów kreatywności?! Wiadomo bowiem, że kreatywny to twórczy. Dla mnie zaś to równoznaczne z oryginalny. Skoro zaś tworzy się oryginalnie, czyli wedle własnego zamysłu, projektu, własnymi ręcamy, do tego tworzy rzeczy zapierające dech i czarujące swą pięknością - to jest się Artystą! A to już ktoś, kto ma talent, czyli dar od niebios. Mnie niebiosa może i lubią, ale nie rękodzielnie. Lekkości w darze nie otrzymałam. Talenty niewątpliwie jakieś  posiadam, tylko jeszcze nie wiem jakie. Powzdychać więc tylko sobie mogę i śmigać czem i prędzej, by wysłać wyróżnienie dalej, przekazać je osobom kreatywnym w każdym kawałku swego jestestwa, nie tylko twórczego. To osoby, które bardzo mnie inspirują, do których lubię zaglądać, by podpatrzeć lub podczytać, bądź jedno i drugie. Które tchają (od tchnąć) mnie, powiedzmy wytwórczo, ale i wpływają na moje odbieranie świata. Które podziwiam za to czy za tamto i którym teraz pragnę wyrazić swój szacunek. Bardzo poważnie to wszystko brzmi, gdyż i troszkę poważne jest, odrobineczkę. Szarfą obdzielam kobietki z blogów:

Tam gdzie spadają anioły

Patchworld

Kankanki...skakanki po...

Lejdik

Mo-mentalnie ja

Nasól sobie

Moje pasje, moje hobby

Zakątek Edy

Włóczkomania

Kolejność jest absolutnie dowolna i nie nasuwająca skojarzeń...

Skoro już się tak rozpisałam, to popiszę sobie dalej. Nazbierało sie bowiem, oj, nazbierało.  Przede wszystkim ślicznie dziekuję za miłe słowa pozwalające wierzyć, że będzie do kogo wracać. Bo cholibka, to chyba ma największy sens istnienia w tym i każdym innym świecie. Dodaje też siły i spokoju, a to ważne, n'est-ce pas?  Radują silnie wszystkie komentarze i miłe słowa, a najbardziej te ocierające się o iskierkę prywatności, to zbliżą, czyni ciepło.

Edytko pod kolana chwytam w podzięce za chęć pomocy. Nie będę Cię już zamęczać, naciągać na marsze ku poczcie. Mam "cudne" granatowe portki. Teraz tylko usiąść i ciąć, potem szyć. Mężowzięcie się zakręciło, przejęło i przywiozło. Śliczna to bawełenka jest, akuratna do doświadczeń niewprawnych. A moja wieś to całkiem duże miasto, wyobraź sobie. Wszystko tu jest i domy, i drogi, i ruch znaczny, są i drzewa w silnie mnogiej liczbie. Brak tylko sklepów. Ale pod naszym oknem dość cicho jest. Z sąsiadami zadkami się stykamy, a między stykiem poczucie przestrzeni delikatne. Dlatego troszkę przekornie, troszkę złośliwie nazywam to nasze siedlisko wsią. Bardzo Ci dziekuję za propozycję. Kochana jesteś!

Ewuś, a jak Ty te swoje serducha wypychasz i czym, że one takie solidnie napakowane? Aż się wydają być twarde. Moje niestety wiotkie, giętkie, anorektyczne, mimo że wkładu pcham garściami?! Tylko pewnie o jedną garść za mało...

I na sam już koniec pisania, tudzież koniec dnia podzielę się swą radością. Dostałam zamówienie na serduszka, choineczki i inne świąteczne bibeloty. Znajoma wystawia biżuterię po jarmarkach. Zobaczyła moje męczarnie i uznała, że świątecznie też ma być. Się nie wyniknie z tego nic, ale jakie sprężenie będzie. Proszę trzymać kciuki!




wtorek, 24 listopada 2009
lepiej robić mniej rzeczy powoli niż więcej w pośpiechu

... niech to będzie motto odkrywcze na najbliższy czas. Tak ponoć mawiają Irlandczycy i ja się z tym w zupełności zgadzam. Nawet stosuję w życiu swym marnym, lekkim szaleństwem podszytym. Zatem w długim czasie mało rzeczy zrobionych.  A zrobione niby prezenciki dla osobliwości rodzinnych. Sztuk niewiele. Osoby obdarowane dwie. Pomagała właściwie cała moja rodzina. Dzieci nader czynnie. Mężowzięcie duchowo...

Podkładki dla Babci dzieci mych. W niefrasobliwości swej nie pomyślałam, by pokazać i stronę zadnią. A jest ona w kolorze oliwkowym, z delikatnymi gałązkami kwitnącej oliwki na dodatek. W każdym razie sztuk małych jest 6 i większa jedna. Akurat na rodzinne spotkanie, niestety bez nas. I na spotkania psiapsiółkowe może się nada... Szybko musiałam to spakować. Mąż niczym kat kolibał się nad duszą mą grzeszną. To i zdjęcia są, jakie są. I monotonne są. Za to w drugiej odsłonie z cackiem od wnusi:

Czyż nie jest słodka ta choineczka? Babcia dostanie jeszcze serducho wielokolorowe. Mężowska bratowa zaś serducha trzy, żywcem ściągnięte od Jolinki. Wykonanie moje oczywiście ledwie raczkujące i szczęście to całe, plagiat w oczy nie rzuca się natychmiast...

... sercowy komplet cały...

Jakże się cieszę, że poszło w siną dal. Mogę spokojnie odetchnąć. Tak się bowiem zdarza notorycznie, że kiedy robię coś dla kogoś, to robota idzie po grudzie, tolerancja błędów wszelkich wynosi 95% i szalenie jestem zestresowana. Robótki dla się czynią się mimo i chodem, lekko, swawolnie, polotnie i akuratnie. Chyba zaczne wypychać swoje prototypy....

 

piątek, 20 listopada 2009
z zimowych poczynań

W niebycie będąc coś jednak dłubię, próbuję. Pomysłów kilka, realizacja w powijakach. Prace głównie przy maszynie. Dla rodziny mężowzięcia. Klasycznie - serducha, choineczki, jakieś podkładki, rżnięte żywcem z pomysłów innych... to się nazywa kreatywność pokracznie... Z krzyżyków ledwie dwie pracki. Pomysł własny to złote gwiazdki. Się wysiliłam na wymyślanie bardzo. Wybrzuszyły się, wE oryginale to one grzecznie leżą płasko i się nie wychylają, a na zdjęciu wybryków się zachciało, rogate jedne i wysrbrzone niecnoty ...

Rzucę je jeszcze na niebieskość i pracę uznam za skończoną definitywnie. Nie-definitywna jest jeszcze druga:

Brak jej obramek. Podoba mi się też taka właśnie wyblakła. Kiczowata gwiazdka do likwidacji. W końcowym zamyśle ma to być zawieszka w niebieskiej ramce. By jednak ramkę zrobić konieczne jest nabycie szmatki materiałowej w odpowiednim kolorze, a to już niezła zabawa. Do wyboru mam: albo męczyć rodzinę i w piękne niedzielne popołudnie miast na łono natury ruszyć zmarnotrawić czas na długaśnej jeździe i bnieganiu po sklepie (sama nie pojadę; pierwsze - stresuje mnie nieznajomość drogi, drugie - ze mnie kierowca, jak nie przymierzając z koziego zadka trąba, w zaświty się pchała nie będę. Za dużo na trasie rozjazdów, pętelek, zjazdów, nawrotów, a wszystko na kosmicznej prędkości, śmiganie po pasach, nie lubię. Swoją wieś wolę...). Albo zakupić portki robocze bawełniane i z nich kwadraciki wyciąć. Może i ten pomysł zły nie jest. Będzie tych kwadraciów na najbliższe kilka lat. I po portki pojadę, za miedzą są. Na swoich śmieciach to mogę nawet i pierwszeństwo wymuszać, tylko cza najpierw autka się naprosić... W czasie "dziecki w placówkach oświeconych, znaczy oświatowych są". Do najbliższego sklepu z materiałem krawieckim dobrą godzinę jazdy mam i to prędkością naddźwiękową... Życie...

wtorek, 17 listopada 2009
w odcieniu lila-róż z dodatkiem oranżu

...ledwie 2 godziny i z wcześniejszych stalowych niebieskości zrobiły się czarujące róże. Dawno nie widziałam takiego nieba. Dzieci widziały po raz pierwszy i oczywiście popadły w zachwyt. Kasik nie mógł sobie poukładać, że niebo nie zawsze jest niebieskie! Postanowiła to natychmiast namalować. Nie namalowała - padła w pościele, pewnie z wrażenia. I pomyśleć, że swojego czasu niemal codziennie oglądałam podobne piękności. Tu osiedle, tam osiedle, pośrodku pas łąk i ugorów, a nad nimi mamiące zachody... I wciaż nie mogę zapamiętać - to tak po pogodzie czy na pogode?!

Na okoliczność górnego zdjęcia i jego niedoskonałości technicznej zamarzyłam sobie zostać posiadaczką porządnego aparatu fotograficznego (obecny jest po kilku poważnych kontuzjach. Cud, że karta jeszcze całkowicie nie padła, ledwie czasem ma tylko fanaberie...) z wielgaśnymi teleobiektywami. Alternatywą jest maszynka do mięsa... nawet na korbkę...

poniedziałek, 16 listopada 2009
nostalgią otulona

z wczorajszego spaceru...

Serdecznie i wdzięcznie wszystkich pozdrawiam, życzę miłego, spokojnego tygodnia.

poniedziałek, 09 listopada 2009
przychodzi taki czas...

... kiedy na przykład trzeba się pożegnać. Na dłużej lub krócej, ale trzeba. Czasem powód jest duży, czasem mniejszy, bywa nawet całkiem błahy, zależny bądź niezależny od naszej woli dobrej czy złej, gdyż to życie własnie jest.... ano tak...

Dużo radości wszystkim życzę i spokoju.

 
1 , 2
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl