RSS
sobota, 27 lutego 2010
w odpowiedzi na interpelację...

...tak jakoś swemi czasy prawili rajcy na obradach sesyjnych. Śmiechu było i zgrozy też....

Zima jest, zimy nie ma. No, u mnie biało. Przestało pruszyć. W graficie lekkim świat jest, ale to też piękne i mając do wybory takie powały śnieżne a roztopy błotniste, to oczywoście stawiam na zaspy. Nie wiedzieć czemu, nie przepadam za grząskim ogródeczkiem. Błockiem po kostki, tej ogólnej ciaplaninie, póki ziemia do cna nie wsiąknie i nie wyschnie. To czas, kiedy błogosławię asfalty... Dochodzą mnie słuchy, że na Podhalu pomniejszym wiosna zawitała. Tulipanki wybujały, tudzież inne wiosenne kwiecie. Mama mężowzięcia w zachwycie. Bratowa tegoż wręcz w zdziwieniu żyła. Cały kraj zasypany, a u nich ciepłota. Z tej okoliczności nie było warunków narciarskich. Bo i cóż z tego, że wyciąg prawie pod nosem okiennym, ratraki dują całą parą, skoro to stok południowy i do Kluszkowic nada było jeździć. A swoją drogą nie zapytałam do tych pór, co z Palenicą szczawnicką. Zjazd tam co prawda godny i wymagający, ale za to polany na słowacką stronę takie rozległe i łagodne... Ach, narty, narty, a zaraz potem Blox. Lejdiku nadobny, wybacz za utrudnienia. Nie wiem czemu się nie otwiera. Znaczy chciałaś się dostać?! Może nawet dobijałaś?! Łoł, toż miło mi niewymownie. Niestety nie znam się na tych technicznych ustrojstwach. Możliwe, że coś szwankuję. Wszak nie bez powodów dziewczyny co i rusz przeprowadzają się, czy wyprowadzają. Czasem też czuję pokusę. Zdjęcia można duże wklejać i te niby skórki ładniejsze i na więcej się nie znam. Poczekam jeszcze chwilkę. Niech limit zdjęciowy się skończy. To jakieś 3-4 miesięce. Ciężko mi przywykać do zmian. Jeszcze chwilkę zostanę, acz nie wykluczam... Nie poddawaj się. A dunajcówki nadal potrzebujesz?

Kasieńko, dziekuję za kolejną podpowiedź. Nie przyszło mi do głowy, że w punktach zielarskich można pytać i szukać. Malwę to chyba nawet mam, miałam na pewno. Czy ona czarna, nie pomnę. Na różowo kwitła. Ta tarnina mnie zbodła. Od poniedziałku zacznę poszukiwania.

Z okazji samotnego pobywania w domiszczu tak mi dobrze i błogo. Chyba wyrodna matka i żona jestem. Lubię niestety pobywać w samotności. W ciszy, spokoju, na beztloku. Pewnie za chwilkę czereda zjawi się we drzwiach i tyle będzie prywatnego luziku, ale co tam, dobre i to.

Dużo spokoju i radości życzę na koniec dzisiejszego dnia i caluśką jutrzejszą niedzielę. I oczywiście słonka na nadchodzący tydzień. Wszystkiego dobrego!

piątek, 26 lutego 2010
***

Miało być o pochwale wiosny, o wyłaniających się pędkach roślinnych, ptaszęciach przedziwnych. A tu taka niespodzianka:

Sypie od wczorajszego rana. Nawet nocą nie przestało. Na ulicy aż furczy od zbiorowego odśnieżania. Ładnie jest, biało jest. Niech zostanie. Żąkile może nie pomarzną...

Kasieńko dziękuję za podpowiedzi, tylko gdzie tarniny kwiat dostać?! Aniu, monotonnie wszystkie kolorki z kakaŁo się kojarzą, oryginalnie tym razem chyba nie będzie.  Bernadko - DZIĘKUJĘ! Kobietki wszystkie inne - kochane jesteście! Czujcie się obściskane!, a co!

czwartek, 25 lutego 2010
Farbowanie

Fanaberia na zafarbowanie kanwy chwyciła za ucho. Małego skraweczka, ale jednak. Chodziło dawno i dopadło. Chłop miał w natarciu skórki, łupy znaczy z avocado. Nawet się nie zastanawiałam. Dawno już zapowiedziałam - nie wyrzucać, jeśli tylko będą. Były. Pora późna też była. Z powodu "nie pamiętam, gdzie ostatnio położyłam kanwę z przeznaczeniem (schowałam przed niedorosłym)", a czasu było mało, pomna, że w robionej pracce marginesy nader znaczne - ciachłam co i nieco. Do użytku za mało, dla pracki ze stratą. Ale jakoś mi nie żal... Efekty:

Się rozochociłam i cięłam dalej, znaczy z drugiej strony, dla wyrównana poziomów chyba. A już jedną nogą w łożu nadobnym będący, przypomniałam sobie o kanwie '11, w ilości znacznej, a leżącej bezużytecznie (co i pewnie miało jej pozostać). Wyskoczyłam. Teraz do wyjaśnień:

1. kanwa bez farbowania. Nie biała. Lekko w żółć, to się nazywa takie stare białe, niby zleżałe;

3. kanwa w żółć gotowana z herbatą powiedzmy normalną. Ok. 30-40 min w dość silnym wywarze (bez fusów);

4. kanwa w żółć gotowana w łupach z avocado. Najpierw gotowaniu poddano same łupy, póki nie puściły lekkiego zabarwienia. Potem ponad 1h z kanwą. Błędem było pozostawienie zieloności owocu. Być może łupę powinno się zeskrobać, a może tylko przesitkować. W każdym razie dusza podpowiadała i tego będę się nadal trzymać, by kanwie w gotowaniu towarzyszyła łuska owocowa.  Lekkie widoczne jaśniejsze plamki to wynik złożenia kanwy (człowiek to się jednak całe życie uczy) i chyba resztek miąższu, czyli odrobinki pozostałego na łupie owocu. Z efektu jestem bardzo zadowolona. W realnym świecie brąz jest co najmniej o ton ciemniejszy i minimalnie wpada w zieleń.

3. Wywar z herbaty zielonej. Gotowana kanwa biała.

Wywary z herbat - najpier gotować herbaty, przecedzić, włożyć zmoczoną kanwę - to dla laików takich jak ja wiadomość. Myślę, że w przypadku farbowania herbatami długość gotowania i ilość listków zdecydowanie wpływa na intensywność koloru.

Żadna kanwa nie farbuje. Wszak poddano je naturalnym barwnikom.

Do przetestowania jeszcze: herbata czerwona, cynamon z goździkiem, burak (ciekawam intensywności barwy), papryka oczywiście, cebula, kurkuma ew. imbir, co będzie pod ręka i tylko zastanawiam się - co daje kolor zielony! A niebieski?

Miłych eksperymentów życzę!

 

środa, 24 lutego 2010
odsłona 3

Sunie się do przodu małymi kroczkami. CUś się już wyłania. Kolory nadal męczą. Nie takich człowiek oczekiwał. Sama jestem ciekawa efektu końcowego. Pewnie się złamię i postawię konturek w trakcie pracy. A to wszak największa przyjemność, na którą czekam przez całą dłubaninę. Uwieńczeniem i nagrodą jest wyszycie "obramki" i spozieranie jak wyłana się obraz....

Za oknem szaro, buro i deszczowo. Jak to na przednówku.

poniedziałek, 22 lutego 2010
waza niemal w całości i kamyki...

Kilka słów celem komentarza. Otóż pierwszy raz w swym życiu robię obrazek Dimensions. Schemat graficzny czytelnie zrozumiały. Polecenia nitkowe mniej. Co bowiem znaczy nitki 2 lub 3 w krzyżyku i tyleż w jego połowie. To w końcu 2 czy 3?! Od zawsze stawiam na 2 przy kanwie '14. Ale dwie nitki ciemne (we brązie) robione półkrzyżykiem wychodzą ubożuchno i mizernie. Widać to w prawym górnym zaokrągleniu naczynka. Ta cienizna miała za zadanie rozjaśnić kolor, a wychodzi, co wychodzi. Kolory mnie dobijają i pewnie jeszcze wielokroć przyjdzie mi narzekać i wyrzekać. Miała być terakota, jest mdławość. Nic to, robim dalej. W tzw. międzyczasie odgrzebuję podpowiedzi drobiarskie. Na dużo mam chęć. Kilka jaj i kogutów Tralali by się chciało, poszyć nieco. Poki co nitki szukam. Ginie wciąż jeden kolor. Gdzieś włożyłam, nie pamiętam. Mąż zakupował, wczoraj osobiście Myszulowa, w ramach nie mam siły szukać. Zasiadam do robienia, ręką sięgam, nitki nie ma. Ki czort?!

Grażynko, dziękuję ślicznie za podpowiedź. Będę próbować. Jeśli tylko pozwala duże obrazki wklejać, niewątpliwie skorzystam. Uparła się baba na duże...

sobota, 20 lutego 2010
nowego odsłona pierwsza

Warzywka odstawione chwilowo na boczny tor. Ślicznie dziękuję przy okazji za wszystkie miłe i pochwalne słowa. Nie będę ukrywać, też mi się podobają - i słowa, i obrazki (wiadomo wszak - Vervaco sporadycznie zawodzi). Na warsztacie nowa praca. Będzie robiona prawdopodobnie z przerwami. W końcu jajczany czas następuję na pięty. Jakiś kurak libo i dwa też mógłby się zagubić w me strony, ptaszęcie świergotliwe, kwiecia wiązeczka. Znając swe zapędy - przyplątanie nastąpi najwcześniej za rok, ale pomarzyć i wstępnie poplanować każdy może, ja tyż. Póki co jednak pierwsze krzyżyki nowego:

... w z lekka unowocześnionej formie. Zameldowałam się na Picasie, w celach montowania zdjęć wiekszych na blogu. Jakoś brak mi przekonania. Chyba nie tego szukałam. Marzy mi się tak jak u Ani od Aplochów. Tylko co z zapychaniem limitowanego miejsca?! Wredula słusznie podpowiada i instruuje, za co niskie podziękowania składam! Jako starokonserwatywna istota kurczę się, kiedy mi tak po oczach miga z ekranu. No, a na Picasie miga i straszy. To przynajmniej nim decyzję życiową podejmę, kolażyki będę wciskać. Niech tę marną odrobinę przyjemności mam, a co...!

Miłego weekendowania życze i duuuużo słonecznych uśmiechów

z ostatniej chwili sprzed tygodnia chyba...

Dopiero co poczytałam, że świstak był obserwowany i co tu dużo prawić - zawinął się był i schował. Zanczy cień swój zobaczył. U nas bywa orła cień, a gdzie i indziej świstak (powiedzmy) jest wyznacznikiem zmiany pór. W każdym razie on tak do dwóch tygodni wstecz wylazł i ponownie do norki schował się. Znaczy to, że odliczamy 6 tygodni i witamy wiosnę. Czyli jakieś cztery (4) niedziele zostały. Może to być niezawodnie. Słuchy niosą się też, że skunksy na drogi publiczne wyszły. Niebogi. I stworzenia, i drogi. Krótko mówiąć - to już ostatnie podrygi zimowego. Osobiście zimę lubię, nawet bardzo, zaraz potem ciepłą i dłuuugaśną jesień, z powodu jednak, że ciągłe marudzenia się słyszy, to informuję. U mnie słonko rozblaszczone i ptaszęta zaczynają świergolić. Cały świat taki jaśniutki. Wymieszało się żółte z białym, odbiło od jasnych płotów sąsiedzkich i radością napawa, a niebo na górze szafirkowe takie i piękniusie... No chce się żyć! Dzielę się tą nowiną jedną i druga i biegnę do zajęć gospodarczych. Niesie człowieka na skrzydłach, chyba z tej radości nadobnej chałupę zacznę bielić...

piątek, 19 lutego 2010
dla niedowiarka

Bardzo interesowny to wpis. Pewna Pani, wypełniona po czubek nosa nieufnościami zażyczyła sobie na prywatne oczy swe zobaczyć pralniowe sznury me. To i ma. O:


Lejdiku - dla Ciebie, te moje "desusy". Wybacz. Pościele miałam wczoraj. Dziś to co jest, to jest. Jest też śnieg, jak się powpatrywać, wiatru szum. Śladów wpadających po mych niecnych odnóżach nie widać. Miejscami się wpada, miejscami nie, różnie. A i słonko jest. Ciekawe czy pod śniegiem od wierzchniej strony chałupy cebulki się nie wybijają. Się wytopi, sprawdzę...

ta-tam! skończone, do schrupania gotowe...

I to by było na tyle w tematyce warzywnej, wręcz nowalijkowej. Rzodkieweczka ukończona. Pozostałe składniki sałatki muszą poczekać. Ogłaszam przerwę na do nie wiem kiedy. Takie życie. A miło się robiło, przyjemnie, lekko. Teraz pewnie czas jajczany powinien być. Zobaczymy...

czwartek, 18 lutego 2010
znów odrobinka zimy i wspomnienie

Za oknem cud i malyna. Słoneczko mruga radośnie. Śnieg skrzy i czaruje. Niebo najpiękniejsze. Pranie powabnie tańczy na wietrznym sznurze. Termometry wskazują 4 stopnie powyżej zera. Droga przezejzdna, bryi brak. Wiewióry szaleją. Dusza się śmieje. Nitki przywiezione. No, życie to jednak potrafi być czarujące! Nawet kiedy łamie w krzyżach i noga odmawia posłuszeństwa. Drzewa tez ładne dla oka wydają się być. Już bezśnieżne, ale gdzie i niegdzie kłaczki białego pozostawione, o:

Jakoś z wiekiem ostrzej widzę obrazy znajome od lat. Zauważam niezauważalne i zdaniem mężowzięcia pieję w zachwytach. Patrzę na to drzewko nadobne, a patrzę z kuchennego okna i widzę prace szkolne. Kto jeszcze pamięta działania wczesnoklasowe, kiedy to na ciemne linie niby gałązkowe naklejało się watowe kuleczki?! Chyba już nawet w przedszkolu takie prace robiliśmy. Moje dzieci nie robią. Obrzucają brokatem, naklejają wymyślności, a to takie proste i takie powabne. Wata wyszła, konieczność nabyć i pobawimy się... Dużo słneczka na najbliższe dni wszystkim życzę!

 
1 , 2 , 3
Zakładki:
1. tu spozieram
2. i tu
3. smaki i smaczki
4. druty
5. szycio-patchworki
6. inne
7. linki wszelkie śmietnikowe
Poczta: ulikop@gazeta.pl